Nagle usłyszałam jakiś hałas. Otworzyłam oczy. Było już widno. Od razu zerwałam się na równe nogi i poszłam zobaczyć co się stało.
- Karol w porządku? - wyjrzałam zza drzwi od kuchni.
- Tak, śpij jeszcze. - powiedział zbierając stłuczone szkło.
- Zostaw, bo się skaleczysz.. - podbiegłam do niego.
I wykrakałam.. Od razu na jego ręku można było dostrzec strumień krwi.
- Kurwa.. - syknął Kłos.
- Idiota. - warknęłam pod nosem. - Trzeba to przemyć wodą utlenioną. - zaprowadziłam go do łazienki.
Z apteczki wyjęłam gazę i wodę utlenioną, a następnie zaczęłam mu przemywać ranę.
- Szczypie.. - odsunął rękę.
- Dobrze, że Twoja głupota nie szczypie, bo wtedy byś się nacierpiał. - roześmiałam się.
- Dzięki. - skrzywił się.
- Karol.. nie zachowuj się jak mały, nierozgarnięty dzieciak.. i dawaj tą łapę. - gdyby wzrok mógł zabijać, Karol padłby trupem.
- Ale za to musi być nagroda... - no tak.. chytre te dziecko..
- Dobra.. bo mi się wykrwawisz.. - wywróciłam oczami, a ten się uśmiechnął.
Gdy zrobiłam opatrunek, chciałam wyjść z łazienki, ale Karol mnie zatrzymał.
- A nagroda? - zrobił smutną minę?
- To chyba mnie należy się nagroda, bo uratowałam ci życie, łajzo. - uniosłam brew.
Nagle ten zbliżył się do mnie i mnie pocałował. Nie wiem czemu ale na początku go nie odepchnęłam. Po kilku sekundach oderwaliśmy się od siebie.
- Co to miało być? - powiedziałam wściekła.. chodź tak na prawdę nie umiałam się na niego gniewać.
- Nagroda, za uratowanie mi życia. - uśmiechnął się i wyszedł z łazienki.
A ja? Stoję jak debil i uśmiecham się. Po chwili przemieszczam się do kuchni.
- To co dziś poleca szef kuchni? - zasiadam do stołu.
- Dziś danie, które wymagało ode mnie dużego doświadczenia, a także wyobraźni.. - nie powiem zaczyna się dość tajemniczo. - Zamknij oczy. - na te słowa roześmiałam się chyba na cały dom.
- Pojebało cię? - uniosłam brew.
- Nie psuj niespodzianki.. - skarcił mnie wzrokiem, a ja w końcu uległam i zamknęłam je.
- Już?
- Możesz otworzyć. - wydał komendę, a ja myślałam, że nie wytrzymam ze śmiechu, kiedy przed sobą zobaczyłam kanapki przystrojone różnymi minkami..
- Wybitne.. Cudowne.. 2/10 - zaśmiałam się, a on za mną.
- Lubię kiedy się śmiejesz. - powiedział tak nagle.
A ja? Oczywiście spaliłam buraka. Karol oczywiście to zauważył i przez resztę ranka nabijał się ze mnie.
- Karol... Kim jest przyjaciel Matta? - spytałam, bo to pytanie nurtowało mnie od wczoraj.
- W sumie, to dowiesz się wieczorem. Ja osobiście za gościem nie przepadam. - westchnął. - Jadę na trening. Idziesz ze mną?
- Nie, zostanę jeśli mogę. - uśmiechnęłam się.
- Niech ci będzie.. Tylko domu mi nie wysadź w powietrze. - roześmiał się.
- Też cię kocham Karolku. - zaczęłam się śmiać.
- Kochasz? - i tu złapał mnie za słówko.
- Idź już kretynie. - dosłownie wypchnęłam go z mieszkania.
Około 14.00 usłyszałam, jak ktoś puka do drzwi. Otworzyłam, a tam zobaczyłam, jak ktoś trzyma dużego misia w rękach i przysłanie sobie nim twarz.
Miś
- Przygarniesz misia? On jest taki samotny.. - po głosie rozpoznałam, że to Matt.
- Przygarnę, ale tylko tego słodkiego misia... - powiedziałam szeptem.
- Czyli mogę wejść? - odsłonił twarz.
- Mówiłam o tym białym misiu. - roześmiałam się, a on zrobił smutną minę.
Zbliżyłam się do niego i delikatnie musnęłam jego usta. Następnie się do niego przytuliłam. Matt był tak cholernie pociągający. Przecież to tylko niewinny flirt..
- Karola nie ma? - spytał siadając na kanapie.
- Po jaką cholerę ci Karol? - uniosłam brew, a następnie się uśmiechnęłam.
- Masz rację. - spojrzał mi głęboko w oczy, a następnie się uśmiechnął. - Może pójdziemy na spacer?
- W sumie możemy. Poczekaj chwilę. - od razu pognałam do łazienki, aby trochę się ogarnąć.
Dziś pogoda nie była za specjalna.. A ja nie wzięłam nic cieplejszego. Chyba Matt zauważył, że jest mi trochę zimno i zdjął swoją bluzę, następnie nałożył ją na mnie.
- No panie Anderson.. dżentelmen z pana. - roześmiałam się.
- Lubię dbać o moje księżniczki. - uśmiechnął się.
Gdy doszliśmy do parku... zaczęło się. Od razu podbiegła do nas jakaś grupa fanek Matta i zaczęła prosić o autografy, zdjęcia.
- Malwina..
- Jasne, poczekam. - uśmiechnęłam się i zaczęłam spacerować po parku. Nagle pod moimi nogami znalazła się piłka. Lekko kopnęłam ją do siebie i zaczęłam jak to się mówi "żąglerkę". Gdy po kilkunastu odbiciach piłka spadła..dopiero zobaczyłam, że przykułam wzrok młodzieży, a raczej nastolatków, do których należała piłka.
- Nieźle. - skwitowali z uśmiechem. - Zagrasz?
- Ale tylko chwilę. - uśmiechnęłam się w ich stronę.
Matt nadal rozmawiał z fanami, często zerkając na mnie i uśmiechając się, a ja kopałam piłkę. Po kilkunastu minutach, gdy Matt wrócił, skończyłam grać i usiedliśmy na ławce.
- No proszę, dziewczyna, a piłkę kopie. - roześmiał się. - Kto cię nauczył grać?
- Miałam kiedyś przyjaciela sportowca. Czasami chodziłam na jego treningi. Chciałam polubić jego pasję, aby mu zaimponować. - roześmiałam się.
- O 18.00 w mieszkaniu Andrzeja, nie zapomnij. - powiedział, a ja przytaknęłam.
Około 16.00 wróciłam do mieszkania. Karol już zaszczycił mnie swoją obecnością.
- Jakiś cichy wielbiciel? - spojrzał na misia, a następnie na mnie.
- Anderson. - powiedziałam, a następnie przytuliłam się do białego misia.
- Nie sądzisz, że on cię podrywa? I cały czas za tobą łazi..
- Karolku.. - westchnęłam. - Ja nie wpierdalam się w twoje życie.. i w tą całą Kaśkę...
Zapanowała cisza. Przez około godzinę nie odzywaliśmy się do siebie. Chyba uraziłam go wcześniejszymi słowami.
- Przepraszam. - przytuliłam go od tyłu, gdy stał w kuchni przy szafce.
On odwrócił się w moją stronę i także mnie przytulił.
- Oj Malwinka.. Ja po prostu nie chcę, żebyś znowu cierpiała.. - pocałował mnie w czoło.
- Wiem Karolku. - uśmiechnęłam się do niego. - Koszula wybrana? - zmieniłam temat.
- Jasne. - zaczął czochrać moje włosy.
- Pff Karol, ale jesteś.. - udałam obrażoną, a on zaczął się głośno śmiać.
Poszłam do łazienki. Nalałam wody do wanny, a następnie zaczęłam kąpiel. Leżąc w wannie przypomniałam sobie o czymś..
- Karol. - wykrzyczałam na cały dom.
- Co się stało? - odkrzyknął.
- Przyniesiesz mi jakiś ręcznik?
Po moich słowach usłyszałam jego śmiech na cały dom.
Drzwi do łazienki zaczęły się otwierać. Zaczęłam się śmiać, gdy zobaczyłam, że Karol wchodzi z przysłoniętymi oczami.
- Karolku... Myślę, że możesz otworzyć oczy.
Oczywiście zasłaniała mnie piana.
Na moje polecenie otworzył oczy i patrzył na mnie przez kilka minut.
- Karol..
- Hm? - uśmiechnął się.
- Wypierdalaj stąd. - zaczęłam się śmiać i ochlapałam go wodą.
Po kąpieli ubrałam się :stylizacja zrobiłam makijaż, a następnie spięłam włosy w wysokiego kucyka.
Wyszłam z łazienki i zobaczyłam Karola.
- No Karol, brałby. - zaśmiałam się.
- I tak nie poruchasz. - powiedział poprawiając kołnierzyk.
Około 17.30 wyjechaliśmy spod domu Karola. Na szczęście Wrona mieszkał kilka kilometrów dalej. Po kilku minutach byliśmy już pod jego domem.
W drzwiach powitał nas Andrzej.
- Muszę wam powiedzieć, że świetnie razem wyglądacie. - uśmiechnął się.
- Ciekawe Andrzeju czy równie dobrze będziesz wyglądał bez jedynek. - skarciłam go wzrokiem, a Karol zaczął się z niego nabijać.
Na wejściu zobaczyłam Matta, już lekko podpitego. Od razu rzucił się na mnie i zaczął przytulać.
- Matt.. starczy. - skrzywiłam się i lekko go od siebie odepchnęłam.
Nagle ktoś wyszedł zza drzwi z pokoju. Oniemiałam.
- Co on tu robi? - spojrzałam na Andersona.
- To jest właśnie mój przyjaciel. - powiedział, a ja czułam jak pieką mnie oczy.
- To wy się znacie? - spytał Karol, a ja nadal stałam w osłupieniu.
***********************************
Wiem, rozdział krótki, ale zamierzenie było takie, aby skończyć w tym momencie :D
Jakieś pomysły, kto to może być? ;)
Cieszę się, że jest Was coraz więcej, serioo :))
Motywujecie mnie tym ;)
KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ ! ;d
Pozdrawiam :*
2015/01/24
2015/01/22
"Ciekawa byłam tajemniczego przyjaciela Matta.." Rozdział 12
Otworzyłam. Wiedziałam, że to on..
- O, a gdzie Kasia? - wychyliłam się w jej poszukiwaniu.
- Wredne to. - roześmiał się.
- No proszę, wyszedłeś ze swojej imprezy, zostawiłeś ją dla mnie... Przyjacielu. - dokładnie zaakcentowałam ostatnie słowo.
- Wpuścisz mnie? - uśmiechnął się.
- No nie wiem.. - zaczęłam się śmiać.
Weszliśmy do środka. Usiadł na kanapie.
- Nie zaproponujesz mi kawy? - patrzył na mnie jakby zaraz miał wybuchnąć śmiechem, serio.
- O 3.00 w nocy to się raczej śpi... - uśmiechnęłam się.
- No wiesz co? - zaśmiał się. - Ciekawe co twoi sąsiedzi sobie pomyślą? Jestem tutaj co noc.
- I tak się tym przejmujesz? Opinią innych ludzi? - wzruszyłam ramionami i przykryłam się kocem.
- No tak, ty zawsze masz wszystkich gdzieś.
- Ja? Raczej reszta ma mnie gdzieś. Ty też.. Gdybyś chciał, wcześniej byś się odezwał.
- Żartujesz sobie, prawda? Przecież wysyłałem ci listy, pisałem, dzwoniłem. Twoi rodzice powiedzieli, że nie chcesz ze mną rozmawiać.
- Co? Przecież ani razu nie dzwoniłeś... - patrzę na niego jak na idiotę.
- Czyli jednak.. - spojrzał w dół. - Twoi rodzice nie chcieli, żebyśmy utrzymywali kontakt.. Nie przekazali ci. - westchnął.
- To nie możliwe. - roześmiałam się. - Nie zrobiliby mi tego.. - pokręciłam głową.
- Wiem, że po tym wszystkim co zrobiłem.. A raczej nie zrobiłem.. nie uwierzysz mi.
- Nie rozmawiajmy o tym co się kiedyś stało... Nigdy nie będzie tak jak dawniej. Z resztą byliśmy wtedy młodzi.. Ty wielka kariera siatkarza, ja byłam nikim. Nie dziwię się, że pocieszyłeś się jakąś modelką.. - westchnęłam.
- Nie byłaś nikim.. Byłaś całym moim światem. To ta dziewczyna się na mnie uwzięła..
- Skończmy to. - wstałam i poszłam do łazienki.
Czułam jak pieką mnie oczy. Miałam nadzieję, że kiedy wyjdę to jego już nie będzie. Ochłodziłam twarz zimną wodą, a następnie osuszyłam ręcznikiem.
Gdy wyszłam stał obok drzwi, oparty o ścianę. Od razu mnie przytulił.
- Przepraszam. - wyszeptał.
- Za co?
- Za to, że spieprzyłem ci życie. - zaczął głaskać moje włosy.
- Przestań, jeśli mówisz prawdę, to moi rodzice zawinili..
- Połóż się, jest późno. - oderwał się ode mnie.
- Jedziesz już?
- A chcesz żebym został? - spytał z iskrą w oczach.
Przytaknęłam. Położyłam się na łóżku. Usiadł obok mnie i czekał aż zasnę. Potem położył się na kanapie.
Gdy wstałam rano, on jeszcze spał. Chwilę popatrzyłam na niego, a następnie wzięłam koc i go przykryłam. Nagle otworzył oczy.
- Rozpieszczasz mnie. - zaśmiał się i zrobił mi miejsce, abym koło niego
usiadła.
- Nie przyzwyczajaj się. - roześmiałam się.
- Dziś wyjeżdżam do Bełchatowa. - spojrzał na mnie.
- Aleks i Cupko też, tak?
- Tak.. - przytaknął.
- Smutno będzie tak tutaj... - rozejrzałam się.
- Jeszcze nie wyjechałem, a już za tobą tęsknię.. - uśmiechnął się.
- Debil. - skwitowałam z uśmiechem. - Idę zrobić coś do jedzenia. - wstałam, ale on złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie na łóżko.
- Malwina.. Jedź ze mną..
- Nie Karol. Muszę sobie ułożyć życie, a nie skakać z miejsca na miejsce.. -
wtuliłam się w niego.
- Obiecaj, że utrzymamy kontakt.. - spojrzał mi prosto w oczy.
- Obiecuję. - pocałowałam go w policzek, a on delikatnie musnął moje usta.
- Co robisz kretynie? Przyjaciele się tak nie zachowują. - roześmiałam się.
- To my będziemy takimi przyjaciółmi co tak robią. - zaśmiał się.
Wyjechał. Aleks i Konstantin też. Pracujesz przy fizjoterapeutii, ale to nie jest twoja praca marzeń.
Minęło kilka tygodni. Z Karolem rozmawiasz codziennie. Jak na razie podoba ci się ten układ. Z Paulem też zupełnie dobrze się dogadujesz. Nawet Bartman się odezwał.. Dziś jedziesz do Bełchatowa na mecz z Zenitem. Chcesz zrobić Karolowi niespodziankę.
Około 12.00 pociągiem docierasz na miejsce. Kierujesz się na halę, w nadziei, że Karol ma teraz trening.
- Dzień dobry.. Ja do Karola. - uśmiecham się do miłego strażnika.
- Dzień dobry, ma pani kartę wstępu?
- Tak, oczywiście. - zaczynam jej szukać.
Fuck! Nie mogę jej znaleźć.
- Zapomniałam. - krzywię się. - Ale przecież pan mnie zna. - robię maślane oczy.
- Niestety bez tego pani nie wejdzie. - mówi stanowczo.
- Jakiś problem? - słyszę za sobą głos jakiegoś mężczyzny.
- Ta pani nie ma karty.. - tłumaczy strażnik.
- Ta pani przyszła do mnie. - uśmiecha się i przepuszcza mnie przez drzwi.
Wchodzę do środka i pędem kieruję się na halę.
- Może jakieś dziękuję, czy coś? - słyszę za sobą jego głos.
Odwracam się w jego stronę i dopiero teraz uważnie mu się przypatruję. Jest mega przystojny..
- Dzięki. - uśmiecham się, jak najładniej potrafię. - Mam u ciebie dług.
- Matt. - podaje mi rękę.
- Malwina. - odwzajemniam gest.
- Może pójdziemy kiedyś na kawę? Bo teraz trochę się śpieszę na trening.
- Trening? - krzywię się. - To Skra nie ma teraz treningu?
- Zapalona fanka Skry?
Na te słowa zaczynam się głośno śmiać.
- Jasne, a jestem tu by ich porwać i zgwałcić.
- Jak chcesz to przygarnę cię na nasz trening. - uśmiecha się, a ja przytakuję.
- Prowadź. - uśmiecham się i idę za nim.
Wchodzimy na halę. Wszystkich wzrok kieruje się na nas.
- No stary, ty gdzie nie pojedziesz to zawsze wyrwiesz jakąś księżniczkę. - powiedział do niego jakiś siatkarz.
- Cześć. - zaczynam się śmiać.
Zapoznałam się z chłopakami, a następnie skierowałam się na ławkę rezerwowych. Ten Matt to niezłe ciacho. Wysoki, przystojny, do tego atakiem zabija...
- Podasz mi wodę? - mówi w moją stronę, a ja patrzę w niego jak idiotka. - To jak? - zaczyna się śmiać.
- Co? Aa tak. - uśmiecham się. Wstaję i podaję mu butelkę wody.
- Będziesz na meczu?
- Będę. - uśmiecham się i przygryzam wargę.
- Lubisz siatkówkę? - uśmiecha się.
- Wolę siatkarzy. - zaczynam się śmiać, a on za mną.
Około 14.00 zaczęli zbierać się kibice. Usiadłam w swoim rzędzie i czekałam, aż wyjdzie Skra. Po kilku minutach zobaczyłam Karola. On mnie nie widział. Mattew cały czas zerkał w moją stronę. Podobało mi się to, że go zainteresowałam. Ja też nie odrywałam od niego wzroku. Koniec końcu Zenit wygrał 3:2. Zeszłam z trybun i podeszłam do bandy reklamowej.
- Karolku. - zawołałam, gdy był niedaleko mnie.
- Malwina, co Ty tu robisz? - od razu do mnie podbiegł i mnie przytulił.
- Kibicuję. - zaśmiałam się. - Byłeś świetny, nie martw się, że przegraliście. - pocałowałam go w policzek.
Nagle podszedł do nas Matt.. Byłam w szoku.
- Nie mówiłeś, że masz taką śliczną dziewczynę. - poklepał go po ramieniu.
- Przyjaźnimy się. - odpowiada Karol. Widać po nim, że był cholernie zazdrosny.
- Gratuluję wygranego meczu. - puszczam mu oczko i kieruję się do Skrzatów.
PERSPEKTYWA KAROLA:
- Stary, skąd ty taką laskę wytrzasnąłeś? - pyta Matt, gdy Malwina idzie przywitać się z resztą chłopaków.
- Daj spokój.. Trzymaj się od niej z daleka. - nie odrywałem od niej wzroku.
- Przecież nie nie jesteście razem.. Zabiorę ją na kawę.
- Nie pójdzie z tobą.. - mówię pewny siebie.
- Nie? To patrz... - mówi Matt i podchodzi do Malwiny.
Rozmawiają jakieś kilkadziesiąt sekund. A ja? Stoję i patrzę się na nich jak debil.
- Karol... - podbiega do mnie Kaśka.
O nie, nie teraz..
Napotykam wzrok Malwiny. Chyba jest na mnie zła.
PERSPEKTYWA MALWINY:
Zgodziłam się.. Tak, chciałam dopiec Karolowi. Razem z Mattem podchodzimy do niego i tej laluni.
- Słuchajcie, może pójdziecie z nami na kawę? - od razu wypala Matt, a ja patrzę na niego jak na kretyna.
Mam ją do końca dobić, czy jak?
- Jasne, dobry pomysł. - odzywa się Kaśka i patrzy na mnie z triumfem.
Po około godzinie wychodzimy we czwórkę do kawiarni. Siadam na przeciwko Karola.
Kaśka przez cały czas kokietuje i Karola i Matta. Szczerze? Ja jako osoba spokojna, mam jej dość..
- Ajj.. tutaj Ci się tusz rozmazał... - zrobiłam przestraszoną minę.
- Gdzie?! - zaczęła wycierać tusz pod oczami.
- Chyba musisz zobaczyć to w lusterku.. Jest w łazience. - przytaknęłam, a ona jak poparzona od razu skierowała się do łazienki.
- Jesteś straszna. - zaśmiał się Matt.
- Dzięki. - roześmiałam się. - Ja już sobie chyba pójdę.. Wiesz Karolku, nie chcę jej znowu naruszyć twarzy. - uśmiechnęłam się.
- To może cię odwiozę? - zaproponował Matt.
- Jeśli chcesz, mogę cię przenocować.. - wtrącił się Karol.
- Nie Karol.. Zajmij się Kasią, ja sobie poradzę. - wstałam z miejsca.
Oczywiście Matt uparł się, że mnie odwiezie. Otworzył mi drzwi do samochodu. Wsiedliśmy i zaczęliśmy jechać na dworzec PKP.
- Czemu taka ładna dziewczyna jest sama?
- Ani ładna, ani sama. - uśmiechnęłam się.
- Czyli kogoś masz? - dopytywał.
- Jeśli będę chciała kogoś mieć, to kupię sobie psa. - przytaknęłam.
- Mówię o facecie.. - roześmiał się.
- Też zwierzę. - uśmiechnęłam się.
- Dzięki. - roześmiał się.
Przez całą drogę rozmawialiśmy o wszystkim... Dużo pytał o Karola. Unikałam jego tematu, ale on wciąż powracał.
- Długo go znasz?
- Nie chcę o nim rozmawiać..
- Dlaczego? - spojrzał na mnie w lusterku.
- Są inne ciekawsze tematy.. - uniosłam brew. - Np..
- Hm? Mam pomysł.. Zostań do jutra.. Przenocuję Cię, jeśli nie chcesz u mnie, to u Karola, lub w hotelu.. Chciałbym Cię poznać z moim przyjacielem. Urządzam mu imprezę powitalną, bo przyjeżdża do Polski na kilka dni. Znaczy mieszkał tu i wiesz..
Gej jakiś, czy co?
- No nie wiem.. - westchnęłam.
- Oj proszę.. - uśmiechnął się.
Zdecydowałam, że zostanę. Zadzwoniłam do Karola, czy mogę u niego się zatrzymać. Bardzo chętnie się zgodził. Gdy przyjechałam do jego mieszkania od razu położyłam się spać. Ciekawa byłam tajemniczego przyjaciela Matta..
***************************************************
Jak widzicie czynnie na moim blogu :D
Dziękuję za komentarze w poprzednim poście :)
POZDROWIENIA DLA WERONIKI, MOJEJ CZYTELNICZKI :))
Oczywiście uwielbiam Was wszystkich :) Dodajecie mi skrzydeł ;)
Pozdrawiam ;3
- O, a gdzie Kasia? - wychyliłam się w jej poszukiwaniu.
- Wredne to. - roześmiał się.
- No proszę, wyszedłeś ze swojej imprezy, zostawiłeś ją dla mnie... Przyjacielu. - dokładnie zaakcentowałam ostatnie słowo.
- Wpuścisz mnie? - uśmiechnął się.
- No nie wiem.. - zaczęłam się śmiać.
Weszliśmy do środka. Usiadł na kanapie.
- Nie zaproponujesz mi kawy? - patrzył na mnie jakby zaraz miał wybuchnąć śmiechem, serio.
- O 3.00 w nocy to się raczej śpi... - uśmiechnęłam się.
- No wiesz co? - zaśmiał się. - Ciekawe co twoi sąsiedzi sobie pomyślą? Jestem tutaj co noc.
- I tak się tym przejmujesz? Opinią innych ludzi? - wzruszyłam ramionami i przykryłam się kocem.
- No tak, ty zawsze masz wszystkich gdzieś.
- Ja? Raczej reszta ma mnie gdzieś. Ty też.. Gdybyś chciał, wcześniej byś się odezwał.
- Żartujesz sobie, prawda? Przecież wysyłałem ci listy, pisałem, dzwoniłem. Twoi rodzice powiedzieli, że nie chcesz ze mną rozmawiać.
- Co? Przecież ani razu nie dzwoniłeś... - patrzę na niego jak na idiotę.
- Czyli jednak.. - spojrzał w dół. - Twoi rodzice nie chcieli, żebyśmy utrzymywali kontakt.. Nie przekazali ci. - westchnął.
- To nie możliwe. - roześmiałam się. - Nie zrobiliby mi tego.. - pokręciłam głową.
- Wiem, że po tym wszystkim co zrobiłem.. A raczej nie zrobiłem.. nie uwierzysz mi.
- Nie rozmawiajmy o tym co się kiedyś stało... Nigdy nie będzie tak jak dawniej. Z resztą byliśmy wtedy młodzi.. Ty wielka kariera siatkarza, ja byłam nikim. Nie dziwię się, że pocieszyłeś się jakąś modelką.. - westchnęłam.
- Nie byłaś nikim.. Byłaś całym moim światem. To ta dziewczyna się na mnie uwzięła..
- Skończmy to. - wstałam i poszłam do łazienki.
Czułam jak pieką mnie oczy. Miałam nadzieję, że kiedy wyjdę to jego już nie będzie. Ochłodziłam twarz zimną wodą, a następnie osuszyłam ręcznikiem.
Gdy wyszłam stał obok drzwi, oparty o ścianę. Od razu mnie przytulił.
- Przepraszam. - wyszeptał.
- Za co?
- Za to, że spieprzyłem ci życie. - zaczął głaskać moje włosy.
- Przestań, jeśli mówisz prawdę, to moi rodzice zawinili..
- Połóż się, jest późno. - oderwał się ode mnie.
- Jedziesz już?
- A chcesz żebym został? - spytał z iskrą w oczach.
Przytaknęłam. Położyłam się na łóżku. Usiadł obok mnie i czekał aż zasnę. Potem położył się na kanapie.
Gdy wstałam rano, on jeszcze spał. Chwilę popatrzyłam na niego, a następnie wzięłam koc i go przykryłam. Nagle otworzył oczy.
- Rozpieszczasz mnie. - zaśmiał się i zrobił mi miejsce, abym koło niego
usiadła.
- Nie przyzwyczajaj się. - roześmiałam się.
- Dziś wyjeżdżam do Bełchatowa. - spojrzał na mnie.
- Aleks i Cupko też, tak?
- Tak.. - przytaknął.
- Smutno będzie tak tutaj... - rozejrzałam się.
- Jeszcze nie wyjechałem, a już za tobą tęsknię.. - uśmiechnął się.
- Debil. - skwitowałam z uśmiechem. - Idę zrobić coś do jedzenia. - wstałam, ale on złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie na łóżko.
- Malwina.. Jedź ze mną..
- Nie Karol. Muszę sobie ułożyć życie, a nie skakać z miejsca na miejsce.. -
wtuliłam się w niego.
- Obiecaj, że utrzymamy kontakt.. - spojrzał mi prosto w oczy.
- Obiecuję. - pocałowałam go w policzek, a on delikatnie musnął moje usta.
- Co robisz kretynie? Przyjaciele się tak nie zachowują. - roześmiałam się.
- To my będziemy takimi przyjaciółmi co tak robią. - zaśmiał się.
Wyjechał. Aleks i Konstantin też. Pracujesz przy fizjoterapeutii, ale to nie jest twoja praca marzeń.
Minęło kilka tygodni. Z Karolem rozmawiasz codziennie. Jak na razie podoba ci się ten układ. Z Paulem też zupełnie dobrze się dogadujesz. Nawet Bartman się odezwał.. Dziś jedziesz do Bełchatowa na mecz z Zenitem. Chcesz zrobić Karolowi niespodziankę.
Około 12.00 pociągiem docierasz na miejsce. Kierujesz się na halę, w nadziei, że Karol ma teraz trening.
- Dzień dobry.. Ja do Karola. - uśmiecham się do miłego strażnika.
- Dzień dobry, ma pani kartę wstępu?
- Tak, oczywiście. - zaczynam jej szukać.
Fuck! Nie mogę jej znaleźć.
- Zapomniałam. - krzywię się. - Ale przecież pan mnie zna. - robię maślane oczy.
- Niestety bez tego pani nie wejdzie. - mówi stanowczo.
- Jakiś problem? - słyszę za sobą głos jakiegoś mężczyzny.
- Ta pani nie ma karty.. - tłumaczy strażnik.
- Ta pani przyszła do mnie. - uśmiecha się i przepuszcza mnie przez drzwi.
Wchodzę do środka i pędem kieruję się na halę.
- Może jakieś dziękuję, czy coś? - słyszę za sobą jego głos.
Odwracam się w jego stronę i dopiero teraz uważnie mu się przypatruję. Jest mega przystojny..
- Dzięki. - uśmiecham się, jak najładniej potrafię. - Mam u ciebie dług.
- Matt. - podaje mi rękę.
- Malwina. - odwzajemniam gest.
- Może pójdziemy kiedyś na kawę? Bo teraz trochę się śpieszę na trening.
- Trening? - krzywię się. - To Skra nie ma teraz treningu?
- Zapalona fanka Skry?
Na te słowa zaczynam się głośno śmiać.
- Jasne, a jestem tu by ich porwać i zgwałcić.
- Jak chcesz to przygarnę cię na nasz trening. - uśmiecha się, a ja przytakuję.
- Prowadź. - uśmiecham się i idę za nim.
Wchodzimy na halę. Wszystkich wzrok kieruje się na nas.
- No stary, ty gdzie nie pojedziesz to zawsze wyrwiesz jakąś księżniczkę. - powiedział do niego jakiś siatkarz.
- Cześć. - zaczynam się śmiać.
Zapoznałam się z chłopakami, a następnie skierowałam się na ławkę rezerwowych. Ten Matt to niezłe ciacho. Wysoki, przystojny, do tego atakiem zabija...
- Podasz mi wodę? - mówi w moją stronę, a ja patrzę w niego jak idiotka. - To jak? - zaczyna się śmiać.
- Co? Aa tak. - uśmiecham się. Wstaję i podaję mu butelkę wody.
- Będziesz na meczu?
- Będę. - uśmiecham się i przygryzam wargę.
- Lubisz siatkówkę? - uśmiecha się.
- Wolę siatkarzy. - zaczynam się śmiać, a on za mną.
Około 14.00 zaczęli zbierać się kibice. Usiadłam w swoim rzędzie i czekałam, aż wyjdzie Skra. Po kilku minutach zobaczyłam Karola. On mnie nie widział. Mattew cały czas zerkał w moją stronę. Podobało mi się to, że go zainteresowałam. Ja też nie odrywałam od niego wzroku. Koniec końcu Zenit wygrał 3:2. Zeszłam z trybun i podeszłam do bandy reklamowej.
- Karolku. - zawołałam, gdy był niedaleko mnie.
- Malwina, co Ty tu robisz? - od razu do mnie podbiegł i mnie przytulił.
- Kibicuję. - zaśmiałam się. - Byłeś świetny, nie martw się, że przegraliście. - pocałowałam go w policzek.
Nagle podszedł do nas Matt.. Byłam w szoku.
- Nie mówiłeś, że masz taką śliczną dziewczynę. - poklepał go po ramieniu.
- Przyjaźnimy się. - odpowiada Karol. Widać po nim, że był cholernie zazdrosny.
- Gratuluję wygranego meczu. - puszczam mu oczko i kieruję się do Skrzatów.
PERSPEKTYWA KAROLA:
- Stary, skąd ty taką laskę wytrzasnąłeś? - pyta Matt, gdy Malwina idzie przywitać się z resztą chłopaków.
- Daj spokój.. Trzymaj się od niej z daleka. - nie odrywałem od niej wzroku.
- Przecież nie nie jesteście razem.. Zabiorę ją na kawę.
- Nie pójdzie z tobą.. - mówię pewny siebie.
- Nie? To patrz... - mówi Matt i podchodzi do Malwiny.
Rozmawiają jakieś kilkadziesiąt sekund. A ja? Stoję i patrzę się na nich jak debil.
- Karol... - podbiega do mnie Kaśka.
O nie, nie teraz..
Napotykam wzrok Malwiny. Chyba jest na mnie zła.
PERSPEKTYWA MALWINY:
Zgodziłam się.. Tak, chciałam dopiec Karolowi. Razem z Mattem podchodzimy do niego i tej laluni.
- Słuchajcie, może pójdziecie z nami na kawę? - od razu wypala Matt, a ja patrzę na niego jak na kretyna.
Mam ją do końca dobić, czy jak?
- Jasne, dobry pomysł. - odzywa się Kaśka i patrzy na mnie z triumfem.
Po około godzinie wychodzimy we czwórkę do kawiarni. Siadam na przeciwko Karola.
Kaśka przez cały czas kokietuje i Karola i Matta. Szczerze? Ja jako osoba spokojna, mam jej dość..
- Ajj.. tutaj Ci się tusz rozmazał... - zrobiłam przestraszoną minę.
- Gdzie?! - zaczęła wycierać tusz pod oczami.
- Chyba musisz zobaczyć to w lusterku.. Jest w łazience. - przytaknęłam, a ona jak poparzona od razu skierowała się do łazienki.
- Jesteś straszna. - zaśmiał się Matt.
- Dzięki. - roześmiałam się. - Ja już sobie chyba pójdę.. Wiesz Karolku, nie chcę jej znowu naruszyć twarzy. - uśmiechnęłam się.
- To może cię odwiozę? - zaproponował Matt.
- Jeśli chcesz, mogę cię przenocować.. - wtrącił się Karol.
- Nie Karol.. Zajmij się Kasią, ja sobie poradzę. - wstałam z miejsca.
Oczywiście Matt uparł się, że mnie odwiezie. Otworzył mi drzwi do samochodu. Wsiedliśmy i zaczęliśmy jechać na dworzec PKP.
- Czemu taka ładna dziewczyna jest sama?
- Ani ładna, ani sama. - uśmiechnęłam się.
- Czyli kogoś masz? - dopytywał.
- Jeśli będę chciała kogoś mieć, to kupię sobie psa. - przytaknęłam.
- Mówię o facecie.. - roześmiał się.
- Też zwierzę. - uśmiechnęłam się.
- Dzięki. - roześmiał się.
Przez całą drogę rozmawialiśmy o wszystkim... Dużo pytał o Karola. Unikałam jego tematu, ale on wciąż powracał.
- Długo go znasz?
- Nie chcę o nim rozmawiać..
- Dlaczego? - spojrzał na mnie w lusterku.
- Są inne ciekawsze tematy.. - uniosłam brew. - Np..
- Hm? Mam pomysł.. Zostań do jutra.. Przenocuję Cię, jeśli nie chcesz u mnie, to u Karola, lub w hotelu.. Chciałbym Cię poznać z moim przyjacielem. Urządzam mu imprezę powitalną, bo przyjeżdża do Polski na kilka dni. Znaczy mieszkał tu i wiesz..
Gej jakiś, czy co?
- No nie wiem.. - westchnęłam.
- Oj proszę.. - uśmiechnął się.
Zdecydowałam, że zostanę. Zadzwoniłam do Karola, czy mogę u niego się zatrzymać. Bardzo chętnie się zgodził. Gdy przyjechałam do jego mieszkania od razu położyłam się spać. Ciekawa byłam tajemniczego przyjaciela Matta..
***************************************************
Jak widzicie czynnie na moim blogu :D
Dziękuję za komentarze w poprzednim poście :)
POZDROWIENIA DLA WERONIKI, MOJEJ CZYTELNICZKI :))
Oczywiście uwielbiam Was wszystkich :) Dodajecie mi skrzydeł ;)
Pozdrawiam ;3
2015/01/20
"Wiem, rozjebałam Ci imprezę.." Rozdział 11
- Po co to robisz? Wychodzisz, wracasz.. Ranisz mnie tym. - zaczynam płakać.
- Nie zostawiłbym cię w takim stanie.. Po prostu poszedłem zrobić ci zakupy.. Domyślam się, ze lodówka pusta. - mówi Karol.
Otwiera ją i zaczyna wypakowywać produkty. Nie wierzę własnym oczom. Nie zostawił mnie, jak wszyscy.
- Jajecznica może być? - uśmiecha się w moją stronę.
- Jestem tak głodna, że zadowoliłyby mnie nawet surowe jajka. - odwzajemniam gest.
Widzę, jak nieudolnie wbija jaja do miski. Jedno z nich nawet ląduje na podłodze.
- Spokojnie.. Tam był mały kurczaczek, więc dałem mu żyć.. - zaczyna się śmiać, a ja za nim.
- Nie wiem po co to robisz..
- Po co robię kolację? Toż głodna byłaś. - zaczyna się śmiać.
- Wróciłeś. - lekko się uśmiecham.
- Ty mnie nie zostawiłaś, więc ja też nie mogę. - nałożył mi na talerz, jego popisowe danie.
Podczas jedzenia panowała cisza. Głupio mi było, bo wcześniej byłam dla niego niemiła.
- Smakowało?
- Jadałam lepsze.. - uśmiechnęłam się.
- Chyba nie tu. - zaczął się śmiać..
To była osoba, która potrafiła rozśmieszyć mnie do łez.
- Jesteś z nią? - zadałam mu bezpośrednie pytanie.
- To trudne. - zmieszał się.
- Jak to trudne? Tak, albo nie..
- Albo. - odpowiedział zakłopotany.
Przez cały wieczór rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym.. Głównym tematem był Londyn.. Eh, pełno wspomnień z tamtego okresu..
- Chciałabyś tam wrócić?
- Jeszcze kilkanaście dni temu chciałam. Raczej nie wykluczam... Polska jest cudowna, ale za wiele cierpię.. - spuszczam głowę w dół.
- Nie wyjeżdżaj.. - złapał mnie za rękę.
- Nic mnie tu nie trzyma, przeliczyłam się. - lekko się uśmiechnęłam.
- A ja? - spojrzał mi prosto w oczy.
- Zrobię kawę. - zerwałam się z kanapy.
Panowała cisza. Słyszałam nawet jego równomierny oddech.
- Odrywasz się od tematu, a i tak wiesz, że ci nie odpuszczę. - uśmiecha się.
- To nie tak.. Po prostu nie wiem, pogubiłam się. - próbuję się tłumaczyć. - Myślałam, że tu odetnę się od wszystkiego.
- I od wszystkich? - lekko się uśmiechnął.
- Tak by było najlepiej. - wzruszyłam ramionami.
- Jutro urządzam małą domówkę. Muszę uczcić moje przeżycie, jakkolwiek to brzmi. - roześmiał się. - Wpadniesz?
- Raczej nie. - kręcę głową.
- Jeśli zmienisz zdanie, to jesteś mile widziana. - mówi i wstaje. - Na mnie już czas.
- Będziesz jechał w środku nocy? - spojrzałam na zegarek. - To nie jest najlepszy pomysł.
- Muszę jeszcze jechać do Kasi. - spojrzał mi prosto w oczy.
- Jasne. - spojrzałam w dół.
- To cześć. - powiedział i czekał na moją reakcję.
A ja? Nie odrywałam wzroku od podłogi. Nie chciałam, żeby zobaczył, że tymi słowami sprawił, że poczułam się nikim.
Wyszedł. Lekko zamknął za sobą drzwi. Najchętniej spakowałabyś wszystkie swoje rzeczy i wyjechała, tak jak to zrobiłaś wyjeżdżając do Polski.To prawda, uciekasz. Nie podejmujesz próby radzenia sobie z tym całym problemem, jakim jest twoje życie.
Rano wstajesz i patrzysz na zegarek. Okazuje się, że już nie jest tak rano, ponieważ jest już 13.00.
Spoglądasz na telefon. Masz nadzieję, że odezwał się. Nic. Wyjechał i ma cię gdzieś. Nawet nie wiesz czy samolot doleciał.. Nie wiesz nic. I nie zamierzasz pierwsza się odezwać. Idziesz do łazienki i spoglądasz w lustro. Wyglądasz okropnie i raczej nie zamierzasz tego zmieniać. Nagle dzwoni twój telefon. Biegniesz do niego jak szalona, myśląc, że to on.
- Halo? - odbierasz.
- Będziesz dziś u Karola? - słyszysz głos Andrzeja.
- Nie. - mówię stanowczo.
- Przyjedź..
- I mam oglądać jej gębę? Zapomnij. - roześmiałam się.
- Tylko dlatego cię nie będzie? Kiedyś byś to jakoś rozwiązała.. np dała jej w ryj. - roześmiał się.
- Kiedyś Andrzej, kiedyś...
- No cóż.. Zawiodłem się na Tobie Malwino. - powiedział i się rozłączył.
- Nie ty jeden. - mówię pod nosem.
Cały czas miałam w głowię rozmowę z Andrzejem. Czemu aż tak bardzo się wszystkim przejmuję? Może czas przestać? Pójdziesz tam i nawet jeśli będziesz musiała dać jej w ryj!
Około 15.00 wyruszyłam do centrum, aby znaleźć jakąś kreację na dzisiejszy wieczór. Odwiedziłam kilka sklepów i nic.. Albo mi się nie podobały, albo były za drogie. Gdy szłam do kolejnego sklepu, na manekinie zobaczyłam sukienkę, która bardzo mi się spodobała. Cena już trochę mniej.. Stałam przed nią tak kilkanaście sekund.
sukienka
- Ładna, bierz. - usłyszałam za sobą. Odkręciłam się i zobaczyłam Lotmana.
- Myślisz? - zaczęłam się śmiać.
- Przymierz. - zaproponował, a ja przytaknęłam.
No tak.. sama bym na to nie wpadła.
- I jak? - wyszłam z przymierzalni, a Paul nic nie mówił. - Haloo! - roześmiałam się.
- Boże.. - wydusił nagle.
- Wystarczy Malwina. - uśmiechnęłam się, a on za mną. - Dobra, zdejmuję. - weszłam do przymierzalni.
- Mam nadzieję, że ją kupisz? - spytał.
- Człowieku, za tą cenę miałabym dwie sukienki...
Po tym zapanowała cisza. Wyszłam z przymierzalni. Jego już nie było.. Dziwne.
- Zapakować? - podeszła do mnie ekspedientka.
- Nie dziękuję, poszukam czegoś innego. - uśmiechnęłam się.
- Ale tamten pan już za to zapłacił. - po tych słowach przeżyłam szok.
Czemu to zrobił? Teraz mam u niego dług.. No nieźle.
Wróciłam do domu. Zjadłam obiad, a następnie zaczęłam oglądać jakieś durne seriale.
Około 19.00 zaczęłam się przygotowywać do wyjścia. Zrobiłam sobie lekki makijaż, włosy lekko sfalowałam.
Dowiedziałam się,że ta impreza ma być w klubie, który Karol wynajął na tą noc. Z racji tego, że jesteśmy w Rzeszowie, pewnie pojawią się tu Resoviacy..
Przed wejściem, od razu zostałam przywitana przez Andrzeja, Aleksa i Cupka.
- Wow, dziewczyno, ale wyglądasz. - uśmiechnął się Cupko.
- A jednak. - roześmiał się Andrzej.
- Myślałeś, że odpuszczę? - przytuliłam się do niego, a potem do Serbów.
Weszłam do środka. Grała głośna muzyka. Wzrokiem szukałam organizatora imprezy. Znalazłam go.. W jej towarzystwie.
Co się ze mną dzieje? Już nawet nie mogę tego wszystkiego znieść. Od razu wychodzę na zewnątrz.
Ktoś zakrył mi oczy.
- Zgadnij kto to.
- Czyżby pan od sukienki? - zaśmiałam się.
- Dobrze. - roześmiał się.
- Wiesz ci powinnam teraz zrobić? - spojrzałam na niego.
- Podziękować? - zaśmiał się.
- Nie, zdjąć sukienkę i ci ją oddać. - uśmiechnęłam się.
- Nie ma problemu. - roześmiał się a ja zamilkłam. - Nie wchodzisz?
- Za chwilkę.. Ale ty idź. - poklepałam go po ramieniu.
- Nie, dziś jesteś moją partnerką. - złapał mnie za rękę.
- Nie zrozum mnie źle..
- Wiem, jesteśmy tylko znajomymi. Spokojnie. - uśmiechnął się, a ja przytaknęłam.
Weszliśmy do środka. Postanowiłam się nie chować, nawet jeśli musiałoby dojść od rękoczynów pomiędzy mną, a tą dziewczyną..Podeszliśmy do Karola. Gdy byłam kilka metrów przed nim, a jego partnerką spojrzał na mnie i uśmiechnął się.
- Cześć. - zbliżyłam się i pocałowałam go w policzek.
- Miło, że jesteś. - uśmiechnął się ponownie. Chcesz coś do picia?
- W sumie, możesz zamówić mi coś mocniejszego. - zerknęłam na Pula.
- Paul? - spytał Karol.
- Dla mnie to samo. - uśmiechnął się, a Karol skierował się do baru.
- Jesteś naiwna kochanie. - powiedziała ta cała Kaśka w moją stronę.
- Możesz jaśniej? - uniosłam brew. - Paul, zostaw nas same. - zwróciłam się do niego, po czym kontynuowałyśmy rozmowę.
- On cię już nie kocha. Teraz ja jestem dla niego najważniejsza.
- Szkoda, że w szpitalu to on dla ciebie nie był najważniejszy. Nie rozumiem, skoro on mnie już nie kocha, to skąd ta zazdrość u ciebie? - roześmiałam się w geście triumfu.
- Nie jestem zazdrosna, tylko zostaw go idiotko w spokoju. Szmata. - powiedziała z lekkim uśmiechem.
Nie wytrzymałam, uderzyłam ją w twarz. Potem zaczęłyśmy się szarpać. Oddała mi. Czułam jak boli mnie cała dolna warga.
Po chwili rozdzieliły nas. Andrzej zajął się Kaśką, a mną Karol. Wyszedł ze mną na dwór i usiedliśmy na ławce.
- Biłyście się o mnie? - uśmiechnął się i wyjął chusteczkę, a następnie otarł krew z mojej wargi.
- Ał... - syknęłam. - Nikt nie będzie mną pomiatał.
- Malwina.. - westchnął.
- Dobra wiem, rozjebałam ci imprezę. Tak, już sobie idę. Wstałam i zrobiłam dwa kroki, ale on mnie zatrzymał.
- Nie, nie idź.
- Idź do tej laluni, ja sobie poradzę. - spojrzałam mu prosto w oczy.
- Poczekasz chwilę?
- Czy ja wyglądam na idiotkę? - zdenerwowałam się.
- Przepraszam. - zbliżył do mnie swoją twarz. - Ja chyba do niej nic nie czuję. - czułam jego ciepły oddech. - A ty co czujesz?
- Warga mnie szczypie. - skrzywiłam się, a on się uśmiechnął. Po chwili położył na niej swój kciuk i zaczął ją lekko masować.
PERSPEKTYWA KAROLA:
- Proszę, zniknij z mojego życia. - wybuchnęła nagle płaczem, a ja ją mocno przytuliłem.
- Tak bardzo mnie nienawidzisz?
- Chciałam o tobie zapomnieć.. Nie mogę. - ścisnęła moją dłoń.
- Ja o tobie nigdy nie zapomniałem. I nie chcę. - pocałowałem ją w czoło.
Była taka delikatna, każdy mój zły ruch, mógłby być moim ostatnim.
- Boję się znów ci zaufać. - oderwała się ode mnie.
- Jestem dupkiem, to fakt. Nie musimy od razu być razem.
- Przyjaciele? - zaproponowała, a ja się zgodziłem. Nie byłem tym zachwycony, ale przynajmniej będę blisko niej.
- Mam zerwać z Kaśką wszystkie kontakty? - spytałem.
- Jak chcesz. - wzruszyła ramionami. - Idź do niej.. - uśmiechnęła się.
- Przestań..
- Idź, mówię serio. Ja tu chwilę posiedzę sama. - na te słowa przytaknąłem.
PERSPEKTYWA MALWINY:
Może to i dobry pomysł? Przyjaciele.. Zwykle to nie kończy się dobrze, np. tak jak ze Szczęsnym...
Zamówiłam taksówkę. Niech zostanie z Kaśką.. Ja jakoś sobie poradzę.
Po 20 minutach byłam już w domu.
Zdążyłam zdjąć buty i nagle ktoś zaczął dzwonić do moich drzwi.
******************
Ferie czas zacząć, więc aktywnie na blogu :))
Macie ferie czy jeszcze czekacie? :)
Kurcz, trochę dołuje mnie fakt, że jest ze mną coraz mniej czytelników, ale ehh :)
Pozdrawiam ;*
- Nie zostawiłbym cię w takim stanie.. Po prostu poszedłem zrobić ci zakupy.. Domyślam się, ze lodówka pusta. - mówi Karol.
Otwiera ją i zaczyna wypakowywać produkty. Nie wierzę własnym oczom. Nie zostawił mnie, jak wszyscy.
- Jajecznica może być? - uśmiecha się w moją stronę.
- Jestem tak głodna, że zadowoliłyby mnie nawet surowe jajka. - odwzajemniam gest.
Widzę, jak nieudolnie wbija jaja do miski. Jedno z nich nawet ląduje na podłodze.
- Spokojnie.. Tam był mały kurczaczek, więc dałem mu żyć.. - zaczyna się śmiać, a ja za nim.
- Nie wiem po co to robisz..
- Po co robię kolację? Toż głodna byłaś. - zaczyna się śmiać.
- Wróciłeś. - lekko się uśmiecham.
- Ty mnie nie zostawiłaś, więc ja też nie mogę. - nałożył mi na talerz, jego popisowe danie.
Podczas jedzenia panowała cisza. Głupio mi było, bo wcześniej byłam dla niego niemiła.
- Smakowało?
- Jadałam lepsze.. - uśmiechnęłam się.
- Chyba nie tu. - zaczął się śmiać..
To była osoba, która potrafiła rozśmieszyć mnie do łez.
- Jesteś z nią? - zadałam mu bezpośrednie pytanie.
- To trudne. - zmieszał się.
- Jak to trudne? Tak, albo nie..
- Albo. - odpowiedział zakłopotany.
Przez cały wieczór rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym.. Głównym tematem był Londyn.. Eh, pełno wspomnień z tamtego okresu..
- Chciałabyś tam wrócić?
- Jeszcze kilkanaście dni temu chciałam. Raczej nie wykluczam... Polska jest cudowna, ale za wiele cierpię.. - spuszczam głowę w dół.
- Nie wyjeżdżaj.. - złapał mnie za rękę.
- Nic mnie tu nie trzyma, przeliczyłam się. - lekko się uśmiechnęłam.
- A ja? - spojrzał mi prosto w oczy.
- Zrobię kawę. - zerwałam się z kanapy.
Panowała cisza. Słyszałam nawet jego równomierny oddech.
- Odrywasz się od tematu, a i tak wiesz, że ci nie odpuszczę. - uśmiecha się.
- To nie tak.. Po prostu nie wiem, pogubiłam się. - próbuję się tłumaczyć. - Myślałam, że tu odetnę się od wszystkiego.
- I od wszystkich? - lekko się uśmiechnął.
- Tak by było najlepiej. - wzruszyłam ramionami.
- Jutro urządzam małą domówkę. Muszę uczcić moje przeżycie, jakkolwiek to brzmi. - roześmiał się. - Wpadniesz?
- Raczej nie. - kręcę głową.
- Jeśli zmienisz zdanie, to jesteś mile widziana. - mówi i wstaje. - Na mnie już czas.
- Będziesz jechał w środku nocy? - spojrzałam na zegarek. - To nie jest najlepszy pomysł.
- Muszę jeszcze jechać do Kasi. - spojrzał mi prosto w oczy.
- Jasne. - spojrzałam w dół.
- To cześć. - powiedział i czekał na moją reakcję.
A ja? Nie odrywałam wzroku od podłogi. Nie chciałam, żeby zobaczył, że tymi słowami sprawił, że poczułam się nikim.
Wyszedł. Lekko zamknął za sobą drzwi. Najchętniej spakowałabyś wszystkie swoje rzeczy i wyjechała, tak jak to zrobiłaś wyjeżdżając do Polski.To prawda, uciekasz. Nie podejmujesz próby radzenia sobie z tym całym problemem, jakim jest twoje życie.
Rano wstajesz i patrzysz na zegarek. Okazuje się, że już nie jest tak rano, ponieważ jest już 13.00.
Spoglądasz na telefon. Masz nadzieję, że odezwał się. Nic. Wyjechał i ma cię gdzieś. Nawet nie wiesz czy samolot doleciał.. Nie wiesz nic. I nie zamierzasz pierwsza się odezwać. Idziesz do łazienki i spoglądasz w lustro. Wyglądasz okropnie i raczej nie zamierzasz tego zmieniać. Nagle dzwoni twój telefon. Biegniesz do niego jak szalona, myśląc, że to on.
- Halo? - odbierasz.
- Będziesz dziś u Karola? - słyszysz głos Andrzeja.
- Nie. - mówię stanowczo.
- Przyjedź..
- I mam oglądać jej gębę? Zapomnij. - roześmiałam się.
- Tylko dlatego cię nie będzie? Kiedyś byś to jakoś rozwiązała.. np dała jej w ryj. - roześmiał się.
- Kiedyś Andrzej, kiedyś...
- No cóż.. Zawiodłem się na Tobie Malwino. - powiedział i się rozłączył.
- Nie ty jeden. - mówię pod nosem.
Cały czas miałam w głowię rozmowę z Andrzejem. Czemu aż tak bardzo się wszystkim przejmuję? Może czas przestać? Pójdziesz tam i nawet jeśli będziesz musiała dać jej w ryj!
Około 15.00 wyruszyłam do centrum, aby znaleźć jakąś kreację na dzisiejszy wieczór. Odwiedziłam kilka sklepów i nic.. Albo mi się nie podobały, albo były za drogie. Gdy szłam do kolejnego sklepu, na manekinie zobaczyłam sukienkę, która bardzo mi się spodobała. Cena już trochę mniej.. Stałam przed nią tak kilkanaście sekund.
sukienka
- Ładna, bierz. - usłyszałam za sobą. Odkręciłam się i zobaczyłam Lotmana.
- Myślisz? - zaczęłam się śmiać.
- Przymierz. - zaproponował, a ja przytaknęłam.
No tak.. sama bym na to nie wpadła.
- I jak? - wyszłam z przymierzalni, a Paul nic nie mówił. - Haloo! - roześmiałam się.
- Boże.. - wydusił nagle.
- Wystarczy Malwina. - uśmiechnęłam się, a on za mną. - Dobra, zdejmuję. - weszłam do przymierzalni.
- Mam nadzieję, że ją kupisz? - spytał.
- Człowieku, za tą cenę miałabym dwie sukienki...
Po tym zapanowała cisza. Wyszłam z przymierzalni. Jego już nie było.. Dziwne.
- Zapakować? - podeszła do mnie ekspedientka.
- Nie dziękuję, poszukam czegoś innego. - uśmiechnęłam się.
- Ale tamten pan już za to zapłacił. - po tych słowach przeżyłam szok.
Czemu to zrobił? Teraz mam u niego dług.. No nieźle.
Wróciłam do domu. Zjadłam obiad, a następnie zaczęłam oglądać jakieś durne seriale.
Około 19.00 zaczęłam się przygotowywać do wyjścia. Zrobiłam sobie lekki makijaż, włosy lekko sfalowałam.
Dowiedziałam się,że ta impreza ma być w klubie, który Karol wynajął na tą noc. Z racji tego, że jesteśmy w Rzeszowie, pewnie pojawią się tu Resoviacy..
Przed wejściem, od razu zostałam przywitana przez Andrzeja, Aleksa i Cupka.
- Wow, dziewczyno, ale wyglądasz. - uśmiechnął się Cupko.
- A jednak. - roześmiał się Andrzej.
- Myślałeś, że odpuszczę? - przytuliłam się do niego, a potem do Serbów.
Weszłam do środka. Grała głośna muzyka. Wzrokiem szukałam organizatora imprezy. Znalazłam go.. W jej towarzystwie.
Co się ze mną dzieje? Już nawet nie mogę tego wszystkiego znieść. Od razu wychodzę na zewnątrz.
Ktoś zakrył mi oczy.
- Zgadnij kto to.
- Czyżby pan od sukienki? - zaśmiałam się.
- Dobrze. - roześmiał się.
- Wiesz ci powinnam teraz zrobić? - spojrzałam na niego.
- Podziękować? - zaśmiał się.
- Nie, zdjąć sukienkę i ci ją oddać. - uśmiechnęłam się.
- Nie ma problemu. - roześmiał się a ja zamilkłam. - Nie wchodzisz?
- Za chwilkę.. Ale ty idź. - poklepałam go po ramieniu.
- Nie, dziś jesteś moją partnerką. - złapał mnie za rękę.
- Nie zrozum mnie źle..
- Wiem, jesteśmy tylko znajomymi. Spokojnie. - uśmiechnął się, a ja przytaknęłam.
Weszliśmy do środka. Postanowiłam się nie chować, nawet jeśli musiałoby dojść od rękoczynów pomiędzy mną, a tą dziewczyną..Podeszliśmy do Karola. Gdy byłam kilka metrów przed nim, a jego partnerką spojrzał na mnie i uśmiechnął się.
- Cześć. - zbliżyłam się i pocałowałam go w policzek.
- Miło, że jesteś. - uśmiechnął się ponownie. Chcesz coś do picia?
- W sumie, możesz zamówić mi coś mocniejszego. - zerknęłam na Pula.
- Paul? - spytał Karol.
- Dla mnie to samo. - uśmiechnął się, a Karol skierował się do baru.
- Jesteś naiwna kochanie. - powiedziała ta cała Kaśka w moją stronę.
- Możesz jaśniej? - uniosłam brew. - Paul, zostaw nas same. - zwróciłam się do niego, po czym kontynuowałyśmy rozmowę.
- On cię już nie kocha. Teraz ja jestem dla niego najważniejsza.
- Szkoda, że w szpitalu to on dla ciebie nie był najważniejszy. Nie rozumiem, skoro on mnie już nie kocha, to skąd ta zazdrość u ciebie? - roześmiałam się w geście triumfu.
- Nie jestem zazdrosna, tylko zostaw go idiotko w spokoju. Szmata. - powiedziała z lekkim uśmiechem.
Nie wytrzymałam, uderzyłam ją w twarz. Potem zaczęłyśmy się szarpać. Oddała mi. Czułam jak boli mnie cała dolna warga.
Po chwili rozdzieliły nas. Andrzej zajął się Kaśką, a mną Karol. Wyszedł ze mną na dwór i usiedliśmy na ławce.
- Biłyście się o mnie? - uśmiechnął się i wyjął chusteczkę, a następnie otarł krew z mojej wargi.
- Ał... - syknęłam. - Nikt nie będzie mną pomiatał.
- Malwina.. - westchnął.
- Dobra wiem, rozjebałam ci imprezę. Tak, już sobie idę. Wstałam i zrobiłam dwa kroki, ale on mnie zatrzymał.
- Nie, nie idź.
- Idź do tej laluni, ja sobie poradzę. - spojrzałam mu prosto w oczy.
- Poczekasz chwilę?
- Czy ja wyglądam na idiotkę? - zdenerwowałam się.
- Przepraszam. - zbliżył do mnie swoją twarz. - Ja chyba do niej nic nie czuję. - czułam jego ciepły oddech. - A ty co czujesz?
- Warga mnie szczypie. - skrzywiłam się, a on się uśmiechnął. Po chwili położył na niej swój kciuk i zaczął ją lekko masować.
PERSPEKTYWA KAROLA:
- Proszę, zniknij z mojego życia. - wybuchnęła nagle płaczem, a ja ją mocno przytuliłem.
- Tak bardzo mnie nienawidzisz?
- Chciałam o tobie zapomnieć.. Nie mogę. - ścisnęła moją dłoń.
- Ja o tobie nigdy nie zapomniałem. I nie chcę. - pocałowałem ją w czoło.
Była taka delikatna, każdy mój zły ruch, mógłby być moim ostatnim.
- Boję się znów ci zaufać. - oderwała się ode mnie.
- Jestem dupkiem, to fakt. Nie musimy od razu być razem.
- Przyjaciele? - zaproponowała, a ja się zgodziłem. Nie byłem tym zachwycony, ale przynajmniej będę blisko niej.
- Mam zerwać z Kaśką wszystkie kontakty? - spytałem.
- Jak chcesz. - wzruszyła ramionami. - Idź do niej.. - uśmiechnęła się.
- Przestań..
- Idź, mówię serio. Ja tu chwilę posiedzę sama. - na te słowa przytaknąłem.
PERSPEKTYWA MALWINY:
Może to i dobry pomysł? Przyjaciele.. Zwykle to nie kończy się dobrze, np. tak jak ze Szczęsnym...
Zamówiłam taksówkę. Niech zostanie z Kaśką.. Ja jakoś sobie poradzę.
Po 20 minutach byłam już w domu.
Zdążyłam zdjąć buty i nagle ktoś zaczął dzwonić do moich drzwi.
******************
Ferie czas zacząć, więc aktywnie na blogu :))
Macie ferie czy jeszcze czekacie? :)
Kurcz, trochę dołuje mnie fakt, że jest ze mną coraz mniej czytelników, ale ehh :)
Pozdrawiam ;*
2015/01/08
"Nagle ktoś sobie wszedł do twojego mieszkania, jak do siebie. Oniemiałaś" - rozdział 10
-Jeszcze raz.. Proszę cię bądź dla nich miła.. Tylko tyle. - Bartman powtarza mi to tysiąc razy.
- Tylko? Jeśli oni będą mili, to ja też. - zaczęłam się śmiać, a on zrobił minę, jakby właśnie rozstrzelał go karabin..
- Dobra, już są..
- Oj nie sikaj.. - rozsiadłam się w kanapie.
Gdy weszli rodzice Bartmana, a za nim jego młodszy brat.. oniemiałam.. Kurcze, tak trochę poczułam się dość dziwnie.
- To Ty jesteś wybranką naszego Zbysia? - spytałam jego mama.
- Tak, dzień dobry. Nazywam się Malwina. - podałam wszystkim rękę.
- Jest pani bardzo ładna. - mówi chłopczyk.
- Jaka pani? Możesz mówić do mnie po imieniu, co czuję się trochę staro. - uśmiechnęłam się. - Masz dobry gust, pewnie po braciszku. - zaśmiałam się do małego chłopca, a on odwzajemnił gest.
- To co pani robi na co dzień? - zaczął pan Leon.
- Tato.. czy to ważne? - odezwał się Zibi.
- Synu, przecież ja dbam o ciebie..
- Oczywiście.. - trochę się zdenerwowałam, ale nie chciałam dać tego po sobie poznać. - Od kilku lat myję podłogi, trochę śpiewam...
- Gra pani koncerty? - spytała zaskoczona mam Zibiego.
- Teraz na ulicy..ale kto wie, może kariera rozkwitnie? - powiedziałam całkiem poważnie.
- O jaaa, fajnie. - powiedział Kuba. - brat Zbyszka.
-Malwina chodź zrobimy kawę.. - powiedział Bartman i skierował się do kuchni.. Wiedziałam, że chce, abym przestała..
- Co ty wyrabiasz? - powiedział wściekły.
- Mam udawać miłą? Nie. - pokręciłam głową.
- Malwina.. - złapał mnie za rękę.
- Dobra, już, uspokoję się. - wywróciłam oczami.
- Może ciasta? - uśmiechnęłam się do nich.
- Chętnie. - powiedziała z uśmiechem pani Bartman.
- To ile ze sobą jesteście? - nie dawał za wygraną pan Leon.
- Trzy tygodnie - Miesiąc - odpowiedzieliśmy razem..
- Wie pan, szczęśliwi czasu nie liczą. - pocałowałam Zbyszka w policzek.
- A jak Zbyszek potem cię zostawi, to będziesz moją dziewczyną? - spytał Kuba, a ja spojrzałam na Zbyszka.
- Co ty za bzdury gadasz.. - szybko zareagował.
- Przecież ty zawsze tak robisz z dziewcynami. - powiedział jego brat.
- Jasne, że będę z tobą.. - uśmiechnęłam się.
Niby Kuba ma 6 lat, ale bez powodu tego nie powiedział. Przez całe popołudnie biłam się z myślami. Kręci cię Zbyszek, ale co z Karolem? Nie możesz się tak zachowywać.. Nie możesz mówić, że kochasz obu, tak się nie da.
- Miło było cię poznać. - uścisnęli mi rękę jego rodzice na pożegnanie.
- Pamiętaj o mojej umowie. - przytulił się do mnie malec.
- Ty również. - zaśmiałam się.
Zbyszek poszedł ich odprowadzić.
- Polubili cię. - usiadł obok mnie.
- Gówno prawda. Widziałam, jak twój ojciec zerkał na twoją matkę. Nie mógł się doczekać, kiedy z tąd pójdzie. - spojrzałam na niego.
- Nie przejmuj się nimi. Ich zdanie nie jest dla mnie najważniejsze. - westchnął.
- Muszę jechać do szpitala... - wstałam.
- Do Karola? - uniósł brew.
- Zrozum.. - spojrzałam na niego.
- Jasne, jedź.. On jest najważniejszy.
- Ja tego nie powiedziałam. - pokręciłam głową.
- Robisz ze mnie debila? - powiedział wkurzony, a ja popatrzyłam na niego ze złością i wyszłam. Nawet nie próbował mnie zatrzymywać.
Ona była przede mną. Przez szklaną szybę obserwowałam, jak siedzi obok niego. Chyba z nim rozmawia. Nie dziwię się, że ją wybrał... Nie zaprzeczasz, boli cię to. Boli, że jest ktoś lepszy od ciebie.
- Malwina, nie wchodzisz? - podszedł do mnie Andrzej i przytulił na przywitanie. - Aaa.. rozumiem. przytaknął gdy spojrzał w szybę.
- Mam nadzieję, że jest jego warta. - powiedziałam po cichu.
- Mówisz tak, jakby był już dla ciebie stracony...
- Bo jest? - uniosłam brew, a następnie usiadłam na krześle. - Co mówi lekarz?
- Bez zmian, nadal w śpiączce. - usiadł obok mnie.
KILKA TYGODNI PÓŹNIEJ:
W szpitalu jesteś codziennie. Nadal bez zmian. Powoli godzisz się z losem... A jak z Bartmanem? Wspiera cię, pomaga. Zabiera na romantyczne wieczory. Czasami się kłócimy.. Nadal nie podjęłam decyzji.
- Doktorze co się dzieje? - zobaczyłam jak Karol dostał jakiś drgawek. Doktorze! - zaczęłam krzyczeć. - Uratujcie go.. - cały sztab wbiegł i zaczął reanimować Karola. Podeszłam do szyby i zaczęłam płakać. Andrzej był blisko, nie pozwolił, bym była sama. Jego dziewczyny nie było.. Poczułam jak ziemia osuwa mi się pod nogami. Powoli zamykają mi się oczy. Towarzyszy mi przy tym cisza...
- Co się stało? - spytałam, budząc się w rękach Andrzeja na krześle w szpitalnym korytarzu.
- Zemdlałaś.. Ale już jest dobrze.. - pocałował mnie w czoło.
- Karol.. Co z nim? - poderwałam się.
- Uratowali go.. a nawet więcej.. - uśmiechnął się. - Obudził się.
Wstałam z krzesła i podeszłam do szyby. Siedziała przy nim.. zamiast mnie. Zrezygnowałaś. Usiadłaś z powrotem. Andrzej namawiał cię, żebyś weszła..
- Po co mam rozwalać im życie? Z resztą, ja sama nie wiem czego chcę..
- Co ci szkodzi? Powiedz mu, że byłaś przy nim..
- Ona też przy nim była. - kiwnęłam głową.
- Malwinaa.. - westchnął Andrzej.
Dziewczyna spojrzała na mnie jakby chciała mnie zabić.
- Nie rozumiesz? On mnie kocha.. - powiedziała w moją stronę.
- Wiem, nie martw się. To mój kolega, więc chyba mam prawo się martwić? - po tych słowach zaczęły mi lecieć łzy.
Nie wytrzymałaś, wybiegłaś. Pewnie mówił jej, że dobrze, że jest. Jak cieszy się, że ją zobaczył. Pewnie planują ślub, dzieci..
Wracasz do domu. Przy drzwiach już ktoś na ciebie czeka.
- Nie mogłeś zadzwonić? - uśmiecham się na widok Bartmana.
- Ja tylko na chwilę... - wpuszczam go do środka.
- Karol się wybudził. - przytulam się do Bartmana, ale czuję, że jest dla mnie chłodny, zimny..
- Muszę ci o czymś powiedzieć. - złapał mnie za ręce. - Bardzo cię kocham.. ale wyjeżdżam.
Po tych słowach mnie zamurowało. Stałam osłupiona kilkanaście sekund.
- Czemu mi to robisz? - pytam nie ruszając się z miejsca.
- Nic mnie tu nie trzyma.. Chcę grać w lepszym klubie.
- Gdzie?
- Modena.. We Włoszech. - na te słowa odkręcam się i łzy lecą jedna po drugiej.
- Rozumiem. - przytakuję.
- Proszę, Malwina, zrozum, ja tak nie mogę. Czekam już dwa miesiące. Chciałbym, żebyś ze mną pojechała, ale jeśli nie chcesz ze mną być, nie mogę cię zmusić. - przytulił mnie od tyłu.
- A ja nie mogę ci zabronić. Jedź.
- Bardzo cię kocham. - pocałował mnie w policzek.
- Wiem, idź już. - im dłużej tu był, tym bardziej chciałam mu ulec.
- Samolot mam wieczorem.
- Rozumiem. Mam nadzieję, że się nie zmienisz. - przytuliłam się do niego.
Wyszedł. Nie spodziewałaś się, że zostaniesz sama. Nawet nie masz już między kim wybierać. To trochę śmieszne. Traktowałaś mężczyzn jak zabawki, którymi możesz się bawić na zmianę. Teraz cierpisz.
Przez kolejne dni nie wychodzisz z domu. Olewasz pracę, znajomych, wszystkich. Nic nie ma dla ciebie sensu. I to nie przez wyjazd Bartmana...
Nagle ktoś puka do twoich drzwi. Kompletnie nie ogarnięta, otwierasz drzwi. Po kolejnej lampce wina, jesteś troszkę rozbawiona i chwiejesz się.
- O proszę, kogo ja widzę. - śmiejesz się w głos, gdy przed sobą widzisz Karola. Tak, Karola Kłosa.
- Czemu potem nie przyszłaś? Andrzej mi wszystko powiedział, jak mnie wspierałaś...
- O co ci chodzi? Przecież masz już swoją panienkę.. Proszę, wracaj do niej. - uśmiechnęłam się sztucznie i weszłam do mieszkania. Nie ustąpił, wszedł za mną.
- Chciałem ci podziękować... - usiadł obok mnie na kanapie.
- Gdybym ja była w szpitalu, ty też byś przy mnie siedział dzień i noc.. W to nie wątpię. - przytaknęłam.
- Tak.. Ale nie spodziewałem się tego po tobie...
- To wszystko? Bo trochę zajęte jestem. - tak, najlepiej wrócić do tej zimnej suki.
- No tak, piciem, nic nie robieniem.. - podsumował Karol.
- Nie powinno cię to obchodzić. - wyrywam mu z ręki butelkę wina.
- Malwina, daj sobie pomóc, proszę. - złapał mnie za rękę i delikatnie ścisnął.
- Kasia pewnie tęskni..
- A więc, to cię boli.. To, że jest inna kobieta w moim życiu.. Jest i co z tego? Ty miałaś i masz wielu chłopaków.. Myślisz, że mi jest łatwo? - powiedział, patrząc prosto w moje oczy.
- Skończyłeś?
- Tak. - pokiwał głową i wyszedł.
Miałaś ochotę krzyczeć. Ale chyba nie miałaś już na to siły... Wzięłaś koc i przykryłaś się nim, siadając na kanapie.
Nagle ktoś sobie wszedł do twojego mieszkania, jak do siebie. Oniemiałaś.
***************************
Ale zwrot akcji :D Sama jestem zaskoczona :)
Niestety od poniedziałku rozdział będzie raz na tydzień :(
Na razie nie chodzę do szkoły, więc Was rozpieszczam :))
Podoba się? Piszcie w komentarzach :)
Pozdrawiam ♥
- Tylko? Jeśli oni będą mili, to ja też. - zaczęłam się śmiać, a on zrobił minę, jakby właśnie rozstrzelał go karabin..
- Dobra, już są..
- Oj nie sikaj.. - rozsiadłam się w kanapie.
Gdy weszli rodzice Bartmana, a za nim jego młodszy brat.. oniemiałam.. Kurcze, tak trochę poczułam się dość dziwnie.
- To Ty jesteś wybranką naszego Zbysia? - spytałam jego mama.
- Tak, dzień dobry. Nazywam się Malwina. - podałam wszystkim rękę.
- Jest pani bardzo ładna. - mówi chłopczyk.
- Jaka pani? Możesz mówić do mnie po imieniu, co czuję się trochę staro. - uśmiechnęłam się. - Masz dobry gust, pewnie po braciszku. - zaśmiałam się do małego chłopca, a on odwzajemnił gest.
- To co pani robi na co dzień? - zaczął pan Leon.
- Tato.. czy to ważne? - odezwał się Zibi.
- Synu, przecież ja dbam o ciebie..
- Oczywiście.. - trochę się zdenerwowałam, ale nie chciałam dać tego po sobie poznać. - Od kilku lat myję podłogi, trochę śpiewam...
- Gra pani koncerty? - spytała zaskoczona mam Zibiego.
- Teraz na ulicy..ale kto wie, może kariera rozkwitnie? - powiedziałam całkiem poważnie.
- O jaaa, fajnie. - powiedział Kuba. - brat Zbyszka.
-Malwina chodź zrobimy kawę.. - powiedział Bartman i skierował się do kuchni.. Wiedziałam, że chce, abym przestała..
- Co ty wyrabiasz? - powiedział wściekły.
- Mam udawać miłą? Nie. - pokręciłam głową.
- Malwina.. - złapał mnie za rękę.
- Dobra, już, uspokoję się. - wywróciłam oczami.
- Może ciasta? - uśmiechnęłam się do nich.
- Chętnie. - powiedziała z uśmiechem pani Bartman.
- To ile ze sobą jesteście? - nie dawał za wygraną pan Leon.
- Trzy tygodnie - Miesiąc - odpowiedzieliśmy razem..
- Wie pan, szczęśliwi czasu nie liczą. - pocałowałam Zbyszka w policzek.
- A jak Zbyszek potem cię zostawi, to będziesz moją dziewczyną? - spytał Kuba, a ja spojrzałam na Zbyszka.
- Co ty za bzdury gadasz.. - szybko zareagował.
- Przecież ty zawsze tak robisz z dziewcynami. - powiedział jego brat.
- Jasne, że będę z tobą.. - uśmiechnęłam się.
Niby Kuba ma 6 lat, ale bez powodu tego nie powiedział. Przez całe popołudnie biłam się z myślami. Kręci cię Zbyszek, ale co z Karolem? Nie możesz się tak zachowywać.. Nie możesz mówić, że kochasz obu, tak się nie da.
- Miło było cię poznać. - uścisnęli mi rękę jego rodzice na pożegnanie.
- Pamiętaj o mojej umowie. - przytulił się do mnie malec.
- Ty również. - zaśmiałam się.
Zbyszek poszedł ich odprowadzić.
- Polubili cię. - usiadł obok mnie.
- Gówno prawda. Widziałam, jak twój ojciec zerkał na twoją matkę. Nie mógł się doczekać, kiedy z tąd pójdzie. - spojrzałam na niego.
- Nie przejmuj się nimi. Ich zdanie nie jest dla mnie najważniejsze. - westchnął.
- Muszę jechać do szpitala... - wstałam.
- Do Karola? - uniósł brew.
- Zrozum.. - spojrzałam na niego.
- Jasne, jedź.. On jest najważniejszy.
- Ja tego nie powiedziałam. - pokręciłam głową.
- Robisz ze mnie debila? - powiedział wkurzony, a ja popatrzyłam na niego ze złością i wyszłam. Nawet nie próbował mnie zatrzymywać.
Ona była przede mną. Przez szklaną szybę obserwowałam, jak siedzi obok niego. Chyba z nim rozmawia. Nie dziwię się, że ją wybrał... Nie zaprzeczasz, boli cię to. Boli, że jest ktoś lepszy od ciebie.
- Malwina, nie wchodzisz? - podszedł do mnie Andrzej i przytulił na przywitanie. - Aaa.. rozumiem. przytaknął gdy spojrzał w szybę.
- Mam nadzieję, że jest jego warta. - powiedziałam po cichu.
- Mówisz tak, jakby był już dla ciebie stracony...
- Bo jest? - uniosłam brew, a następnie usiadłam na krześle. - Co mówi lekarz?
- Bez zmian, nadal w śpiączce. - usiadł obok mnie.
KILKA TYGODNI PÓŹNIEJ:
W szpitalu jesteś codziennie. Nadal bez zmian. Powoli godzisz się z losem... A jak z Bartmanem? Wspiera cię, pomaga. Zabiera na romantyczne wieczory. Czasami się kłócimy.. Nadal nie podjęłam decyzji.
- Doktorze co się dzieje? - zobaczyłam jak Karol dostał jakiś drgawek. Doktorze! - zaczęłam krzyczeć. - Uratujcie go.. - cały sztab wbiegł i zaczął reanimować Karola. Podeszłam do szyby i zaczęłam płakać. Andrzej był blisko, nie pozwolił, bym była sama. Jego dziewczyny nie było.. Poczułam jak ziemia osuwa mi się pod nogami. Powoli zamykają mi się oczy. Towarzyszy mi przy tym cisza...
- Co się stało? - spytałam, budząc się w rękach Andrzeja na krześle w szpitalnym korytarzu.
- Zemdlałaś.. Ale już jest dobrze.. - pocałował mnie w czoło.
- Karol.. Co z nim? - poderwałam się.
- Uratowali go.. a nawet więcej.. - uśmiechnął się. - Obudził się.
Wstałam z krzesła i podeszłam do szyby. Siedziała przy nim.. zamiast mnie. Zrezygnowałaś. Usiadłaś z powrotem. Andrzej namawiał cię, żebyś weszła..
- Po co mam rozwalać im życie? Z resztą, ja sama nie wiem czego chcę..
- Co ci szkodzi? Powiedz mu, że byłaś przy nim..
- Ona też przy nim była. - kiwnęłam głową.
- Malwinaa.. - westchnął Andrzej.
Dziewczyna spojrzała na mnie jakby chciała mnie zabić.
- Nie rozumiesz? On mnie kocha.. - powiedziała w moją stronę.
- Wiem, nie martw się. To mój kolega, więc chyba mam prawo się martwić? - po tych słowach zaczęły mi lecieć łzy.
Nie wytrzymałaś, wybiegłaś. Pewnie mówił jej, że dobrze, że jest. Jak cieszy się, że ją zobaczył. Pewnie planują ślub, dzieci..
Wracasz do domu. Przy drzwiach już ktoś na ciebie czeka.
- Nie mogłeś zadzwonić? - uśmiecham się na widok Bartmana.
- Ja tylko na chwilę... - wpuszczam go do środka.
- Karol się wybudził. - przytulam się do Bartmana, ale czuję, że jest dla mnie chłodny, zimny..
- Muszę ci o czymś powiedzieć. - złapał mnie za ręce. - Bardzo cię kocham.. ale wyjeżdżam.
Po tych słowach mnie zamurowało. Stałam osłupiona kilkanaście sekund.
- Czemu mi to robisz? - pytam nie ruszając się z miejsca.
- Nic mnie tu nie trzyma.. Chcę grać w lepszym klubie.
- Gdzie?
- Modena.. We Włoszech. - na te słowa odkręcam się i łzy lecą jedna po drugiej.
- Rozumiem. - przytakuję.
- Proszę, Malwina, zrozum, ja tak nie mogę. Czekam już dwa miesiące. Chciałbym, żebyś ze mną pojechała, ale jeśli nie chcesz ze mną być, nie mogę cię zmusić. - przytulił mnie od tyłu.
- A ja nie mogę ci zabronić. Jedź.
- Bardzo cię kocham. - pocałował mnie w policzek.
- Wiem, idź już. - im dłużej tu był, tym bardziej chciałam mu ulec.
- Samolot mam wieczorem.
- Rozumiem. Mam nadzieję, że się nie zmienisz. - przytuliłam się do niego.
Wyszedł. Nie spodziewałaś się, że zostaniesz sama. Nawet nie masz już między kim wybierać. To trochę śmieszne. Traktowałaś mężczyzn jak zabawki, którymi możesz się bawić na zmianę. Teraz cierpisz.
Przez kolejne dni nie wychodzisz z domu. Olewasz pracę, znajomych, wszystkich. Nic nie ma dla ciebie sensu. I to nie przez wyjazd Bartmana...
Nagle ktoś puka do twoich drzwi. Kompletnie nie ogarnięta, otwierasz drzwi. Po kolejnej lampce wina, jesteś troszkę rozbawiona i chwiejesz się.
- O proszę, kogo ja widzę. - śmiejesz się w głos, gdy przed sobą widzisz Karola. Tak, Karola Kłosa.
- Czemu potem nie przyszłaś? Andrzej mi wszystko powiedział, jak mnie wspierałaś...
- O co ci chodzi? Przecież masz już swoją panienkę.. Proszę, wracaj do niej. - uśmiechnęłam się sztucznie i weszłam do mieszkania. Nie ustąpił, wszedł za mną.
- Chciałem ci podziękować... - usiadł obok mnie na kanapie.
- Gdybym ja była w szpitalu, ty też byś przy mnie siedział dzień i noc.. W to nie wątpię. - przytaknęłam.
- Tak.. Ale nie spodziewałem się tego po tobie...
- To wszystko? Bo trochę zajęte jestem. - tak, najlepiej wrócić do tej zimnej suki.
- No tak, piciem, nic nie robieniem.. - podsumował Karol.
- Nie powinno cię to obchodzić. - wyrywam mu z ręki butelkę wina.
- Malwina, daj sobie pomóc, proszę. - złapał mnie za rękę i delikatnie ścisnął.
- Kasia pewnie tęskni..
- A więc, to cię boli.. To, że jest inna kobieta w moim życiu.. Jest i co z tego? Ty miałaś i masz wielu chłopaków.. Myślisz, że mi jest łatwo? - powiedział, patrząc prosto w moje oczy.
- Skończyłeś?
- Tak. - pokiwał głową i wyszedł.
Miałaś ochotę krzyczeć. Ale chyba nie miałaś już na to siły... Wzięłaś koc i przykryłaś się nim, siadając na kanapie.
Nagle ktoś sobie wszedł do twojego mieszkania, jak do siebie. Oniemiałaś.
***************************
Ale zwrot akcji :D Sama jestem zaskoczona :)
Niestety od poniedziałku rozdział będzie raz na tydzień :(
Na razie nie chodzę do szkoły, więc Was rozpieszczam :))
Podoba się? Piszcie w komentarzach :)
Pozdrawiam ♥
2015/01/06
"Obiecałam, więc jedźmy.." Rozdział 9
- Mam pytanie.. - powiedział nagle, a ja nie powiem, lekko się wystraszyłam.
- O co chodzi? - przełknęłam ślinę.
- Bardzo mi na tobie zależy. Nigdy się tak dobrze nie czułem jak z tobą.. Więc, będziemy razem?
Wiedziałaś, że to pytanie padnie. Wcale nie jesteś zaskoczona..
- Musimy się tak śpieszyć? - lekko się uśmiechnęłam.
- Racja, mamy czas. - przytaknął i bez słowa wrócił do łóżka.
Czułam się winna, że krzywdzę go. Zbyszek to nie ten typ mężczyzny, którym można manipulować, jednak ciągnie cię coś do niego.
- Przepraszam, położyłam się obok niego. - Za wszystko. - szepnęłam.
- Nie jestem zły na ciebie.. - odwraca się i kładzie się na wznak. - To ja wszystko psuję.
- Ja też. W sumie to jesteśmy siebie warci. - uśmiechnęłam się pod nosem.
- Czyli jednak nie jestem u ciebie skreślony? - przysunął się do mnie i zaczął łaskotać.
- Możee.. - zaczęłam się śmiać.
Rano obudził mnie pocałunkiem. Nie mogłam się na niego za to gniewać..
- Wyspałaś się? - pyta mnie uśmiechem i podaje na tacy śniadanie.
- Podlizujesz się, ale to dobrze. - zaczynam się śmiać.
Jemy śniadanie, a przy tym normalnie rozmawiamy... Następnie owijam się prześcieradłem i zbieram swoje rzeczy. Idę się ubrać i ogarnąć. Dobrze, że dzisiaj jest niedziela, więc mam wolne.. Zbyszek jednak nie.
- Może pójdziemy dzisiaj gdzieś? Na przykład do kina? - proponuje.
- Jestem zmęczona, wolałabym odpocząć.. Z resztą niedługo masz mecz. - mówię bez zastanowienia i nagle sobie coś przypominam.. Kontuzja.. - Jestem beznadziejna, przepraszam..
- Nie przejmuj się tym. - uśmiecha się.
- To ja się już będę zbierała...
- Zaczekaj. - mówi. - Mam do Ciebie nietypową prośbę. - podchodzi do
mnie i łapie mnie za ręce.
- Bartman o co ci chodzi? - patrzę na niego podejrzliwie..
- Bo chodzi o to...
- Mów. - mówię podirytowana.
- Jutro przyjeżdżają moi rodzice.. Trochę im nakłamałem, że mam
dziewczynę. - mówi jednym tchem.
- No dobra, ale co ja mam z tym wspóln... Nie ma mowy! - mówię, kiedy zaczynam rozumieć całą sytuację.
- Malwina... - błaga.
- Jedynie kłopotów ci narobię swoim zachowaniem.. - kiwam przecząco głową.
- Proszę.. - nie ustępuje.
- Jak ty mnie denerwujesz... Yhh. Dobra, zgadzam się. - mówię obojętnie, a on rzuca się na mnie wdzięczności.
Wielce uradowany postanowił bezpiecznie odwieźć mnie do domu, abym na jutrzejszy dzień była cała i zdrowa. Wchodząc do domu, na klatce schodowej spotkałam Aleksa.
- Cześć. - uśmiechnęłam się do niego. Zero reakcji... - Cześć.. - pomachałam mu przed oczami.
- Aaaa, cześć.. - powiedział, jakby przed chwilą się obudził. Był cały rozkojarzony.
- Alek, stało się coś? - spytałam łapiąc go za ramię.
- Nie wiem czy powinienem ci o tym powiedzieć..
- Alek no, proszę.. - spojrzałam na niego trochę przestraszona.
- Karol miał wypadek..
- Wkręcasz mnie. - zaczęłam się śmiać, ale widząc, jego poważny wyraz twarzy, spoważniałam. - Co z nim?
- Leży w szpitalu..
- W Bełchatowie, tak? - pytam dla pewności.
- Nie, tutaj w Rzeszowie, jechał samochodem...
Aleks dał mi adres, od razu postanowiłam, że tam pojadę. Wskoczyłam w taksówkę. Nie mogłam zebrać myśli. Mam nadzieję, że nic mu nie jest.. Strasznie się martwię.
Wbiegam do szpitala, tam widzę Konstantina i kilku zawodników Skry.. Była tam też jakaś dziewczyna, domyślam się, że to pewnie ta słynna Kasia..
- Co z nim? - patrzę na nich. Zero reakcji.
- Kim ty dla niego jesteś? - pyta wspomniana wcześniej dziewczyna.
- Gówno cię to powinno obchodzić... - nie wytrzymuję..
- Spokojnie.. - przerywa nam Mario. - Jest w śpiączce. - widząc moją reakcję, podchodzi i mnie przytula.
Usiadłam na krześle. Chłopaki przynieśli mi wodę. Kurczę, to był cios. Wiem, że nie tylko dla mnie, ale dla wszystkich. A co ma powiedzieć jego rodzina? Ba, nawet ta jego dziunia..
- Czemu nikt nie chce nam nic powiedzieć? - denerwuje się Cupko.
- Witamy w Polsce.. - wzdycha Winiarski.
Wychodzi lekarz. Chłopaki jakoś wyciągają od niego informację.
- Jest nieprzytomny. Na razie w śpiączce. Ale ta śpiączka minie, taką mamy nadzieję. Musimy mu zrobić więcej badań, ale i tak chłopak miał szczęście.. - mówi lekarz i zerka w stronę siatkarza, który leży nieprzytomny i cały poobijany.
- Doktorze, możemy do niego wejść? - pyta Mariusz, chyba jako jedyny zachowuje spokój.
- Góra 2-3 osoby.. Musi odpoczywać.. - kończy lekarz i opuszcza korytarz.
- Malwina, wchodzisz? - pyta Winiarski.
- Ja muszę wejść, martwię się o niego.. - wstaje dziewczyna i od razu do niego wchodzi.
Wkurzona siadam na krześle. Ale nie zamierzam go zostawiać...
Przepuściłam chłopaków. Trochę się bałam znów go zobaczyć..
- Jest już późno, jedziesz z nami? - mówi Cupko.
- Zostaję..
- To bez sensu.. Lekarze dadzą nam znać. - mówi Winiarski.
- Jedźcie.. - lekko się uśmiecham i próbuję nie być zbyt nie miła..
Siedzę bezczynnie już około godzinę, sama.. Nagle podchodzi do mnie pielęgniarka i siada obok.
- Chyba musi go pani bardzo kochać.. - uśmiecha się do mnie.
- Niee, nie wiem czemu tak się o niego martwię.
- To nie jest pani chłopak? - dopytuje.
- Nie. - lekko się uśmiecham. - Mogę do niego na chwilę?
- Ale tylko na chwilę. - łapie mnie za ramię i odchodzi.
Gdy go widzę, momentalnie z oczu lecą mi łzy. Jest poobijany, nikomu tego nie życzę... Siadam obok niego i łapię go za rękę.
- Czemu mi to robisz.. Cholerny egoista.. wszyscy się tutaj o ciebie martwią.. - uśmiecham się przez łzy. - Nawet teraz jestem dla ciebie wredna, to dlatego jesteś z tą całą Kasią.. No tak, ładna, miła pewnie. -
lekko się uśmiecham. - Proszę obudź się.. - położyłam głowę na pościeli.
PERSPEKTYWA WRONY:
Gdy wszedłem do Karola zobaczyłem Malwinę. Było już późno. Postanowiłem ją obudzić.
- Malwa.. - potrząsnąłem ją za ramię.
- Co, obudził się? - spojrzała zdezorientowana.
- Nie.. Chodź, odwiozę cię. Jest już późno. - lekko się uśmiechnął.
- Dzięki. - przytaknęłam głową.
Wsiedliśmy do jego samochodu. Przez całą drogę się do siebie nie odzywaliśmy.. Nagle zaczął dzwonić jej telefon.
- Halo? Tak.. Pamiętam. O której mam jutro być? Jasnee.. Pa. - rozłączyła się.
Spojrzałem na nią zdezorientowany.
- Jutro odegram rolę życia! - uśmiechnęła się.
- Nie rozumiem... - uśmiechnąłem się.
- Jutro będę dziewczyną Bartmana, czaisz?
- No to pozdro. - zacząłem się śmiać a ona ze mną.
Gdy dojechaliśmy na miejsce, Malwina zaprosiła mnie na herbatę. Oczywiście z chęcią się zgodziłem.
- Dziękuję Andrzej. - gdy podała herbatę i jakieś ciastka, usiadła obok
mnie.
- Za co? Przecież jesteś dla mnie ważna.. Być może ze względu także na Karolla.
Zamilkła. W ciszy wypiliśmy herbatę. Bałem się cokolwiek powiedzieć. I tak to trudna sytuacja, ten cały wypadek.
- To ja się będę już zbierał. - wstałem.
- Jak coś będzie wiadomo, to dasz mi znać? - spojrzała na mnie ze łzami w oczach.
- Jasne. - przytuliłem ją na pożegnanie.
PERSPEKTYWA MALWINY:
Zostałaś sama. Zastanawiasz się, co by się teraz działo, gdybyś została w Londynie. Dochodzisz do wniosku, że może lepiej było tam zostać..
Przynajmniej byś nie cierpiała, ani nikt przez ciebie by nie cierpiał..
Rano wstałam dość późno, a raczej ktoś mnie obudził pukając do moich
drzwi.
- A Ty jeszcze nie ubrana? Już 13.00 - wpadł i zaczął na mnie wrzeszczeć mój dzisiejszy chłopak.
- Dobra, zluzuj.. O której to wszystko?
- O 15.00, proszę pośpiesz się. - powiedział, a raczej krzyczał, bo ja byłam w łazience. Ubrałam się :
stylizacja
- No, no, mam piękną dziewczynę. - uśmiechnął się.
- Nie mam ochoty na to wszystko... - głęboko wzdycham i robię makijaż.
- To przez Karola?
- Między innymi. - spoglądam na niego.
- Karol wyjdzie z tego.. Ale jeśli nie dasz dzisiaj rady, rozumiem.. - mówi
załamany.
- Obiecałam, więc jedźmy. - mówię po czym wychodzimy i wsiadamy do samochodu.
*****************
Chyba troszkę Wam namieszałam ;)
Przepraszam, że rozdział znowu z opóźnieniem..
Ale jest :)
Podoba się? Ktoś to nadal czyta? Komentujcie :) Bo to motywuje ;3
Pozdrawiam :*
- O co chodzi? - przełknęłam ślinę.
- Bardzo mi na tobie zależy. Nigdy się tak dobrze nie czułem jak z tobą.. Więc, będziemy razem?
Wiedziałaś, że to pytanie padnie. Wcale nie jesteś zaskoczona..
- Musimy się tak śpieszyć? - lekko się uśmiechnęłam.
- Racja, mamy czas. - przytaknął i bez słowa wrócił do łóżka.
Czułam się winna, że krzywdzę go. Zbyszek to nie ten typ mężczyzny, którym można manipulować, jednak ciągnie cię coś do niego.
- Przepraszam, położyłam się obok niego. - Za wszystko. - szepnęłam.
- Nie jestem zły na ciebie.. - odwraca się i kładzie się na wznak. - To ja wszystko psuję.
- Ja też. W sumie to jesteśmy siebie warci. - uśmiechnęłam się pod nosem.
- Czyli jednak nie jestem u ciebie skreślony? - przysunął się do mnie i zaczął łaskotać.
- Możee.. - zaczęłam się śmiać.
Rano obudził mnie pocałunkiem. Nie mogłam się na niego za to gniewać..
- Wyspałaś się? - pyta mnie uśmiechem i podaje na tacy śniadanie.
- Podlizujesz się, ale to dobrze. - zaczynam się śmiać.
Jemy śniadanie, a przy tym normalnie rozmawiamy... Następnie owijam się prześcieradłem i zbieram swoje rzeczy. Idę się ubrać i ogarnąć. Dobrze, że dzisiaj jest niedziela, więc mam wolne.. Zbyszek jednak nie.
- Może pójdziemy dzisiaj gdzieś? Na przykład do kina? - proponuje.
- Jestem zmęczona, wolałabym odpocząć.. Z resztą niedługo masz mecz. - mówię bez zastanowienia i nagle sobie coś przypominam.. Kontuzja.. - Jestem beznadziejna, przepraszam..
- Nie przejmuj się tym. - uśmiecha się.
- To ja się już będę zbierała...
- Zaczekaj. - mówi. - Mam do Ciebie nietypową prośbę. - podchodzi do
mnie i łapie mnie za ręce.
- Bartman o co ci chodzi? - patrzę na niego podejrzliwie..
- Bo chodzi o to...
- Mów. - mówię podirytowana.
- Jutro przyjeżdżają moi rodzice.. Trochę im nakłamałem, że mam
dziewczynę. - mówi jednym tchem.
- No dobra, ale co ja mam z tym wspóln... Nie ma mowy! - mówię, kiedy zaczynam rozumieć całą sytuację.
- Malwina... - błaga.
- Jedynie kłopotów ci narobię swoim zachowaniem.. - kiwam przecząco głową.
- Proszę.. - nie ustępuje.
- Jak ty mnie denerwujesz... Yhh. Dobra, zgadzam się. - mówię obojętnie, a on rzuca się na mnie wdzięczności.
Wielce uradowany postanowił bezpiecznie odwieźć mnie do domu, abym na jutrzejszy dzień była cała i zdrowa. Wchodząc do domu, na klatce schodowej spotkałam Aleksa.
- Cześć. - uśmiechnęłam się do niego. Zero reakcji... - Cześć.. - pomachałam mu przed oczami.
- Aaaa, cześć.. - powiedział, jakby przed chwilą się obudził. Był cały rozkojarzony.
- Alek, stało się coś? - spytałam łapiąc go za ramię.
- Nie wiem czy powinienem ci o tym powiedzieć..
- Alek no, proszę.. - spojrzałam na niego trochę przestraszona.
- Karol miał wypadek..
- Wkręcasz mnie. - zaczęłam się śmiać, ale widząc, jego poważny wyraz twarzy, spoważniałam. - Co z nim?
- Leży w szpitalu..
- W Bełchatowie, tak? - pytam dla pewności.
- Nie, tutaj w Rzeszowie, jechał samochodem...
Aleks dał mi adres, od razu postanowiłam, że tam pojadę. Wskoczyłam w taksówkę. Nie mogłam zebrać myśli. Mam nadzieję, że nic mu nie jest.. Strasznie się martwię.
Wbiegam do szpitala, tam widzę Konstantina i kilku zawodników Skry.. Była tam też jakaś dziewczyna, domyślam się, że to pewnie ta słynna Kasia..
- Co z nim? - patrzę na nich. Zero reakcji.
- Kim ty dla niego jesteś? - pyta wspomniana wcześniej dziewczyna.
- Gówno cię to powinno obchodzić... - nie wytrzymuję..
- Spokojnie.. - przerywa nam Mario. - Jest w śpiączce. - widząc moją reakcję, podchodzi i mnie przytula.
Usiadłam na krześle. Chłopaki przynieśli mi wodę. Kurczę, to był cios. Wiem, że nie tylko dla mnie, ale dla wszystkich. A co ma powiedzieć jego rodzina? Ba, nawet ta jego dziunia..
- Czemu nikt nie chce nam nic powiedzieć? - denerwuje się Cupko.
- Witamy w Polsce.. - wzdycha Winiarski.
Wychodzi lekarz. Chłopaki jakoś wyciągają od niego informację.
- Jest nieprzytomny. Na razie w śpiączce. Ale ta śpiączka minie, taką mamy nadzieję. Musimy mu zrobić więcej badań, ale i tak chłopak miał szczęście.. - mówi lekarz i zerka w stronę siatkarza, który leży nieprzytomny i cały poobijany.
- Doktorze, możemy do niego wejść? - pyta Mariusz, chyba jako jedyny zachowuje spokój.
- Góra 2-3 osoby.. Musi odpoczywać.. - kończy lekarz i opuszcza korytarz.
- Malwina, wchodzisz? - pyta Winiarski.
- Ja muszę wejść, martwię się o niego.. - wstaje dziewczyna i od razu do niego wchodzi.
Wkurzona siadam na krześle. Ale nie zamierzam go zostawiać...
Przepuściłam chłopaków. Trochę się bałam znów go zobaczyć..
- Jest już późno, jedziesz z nami? - mówi Cupko.
- Zostaję..
- To bez sensu.. Lekarze dadzą nam znać. - mówi Winiarski.
- Jedźcie.. - lekko się uśmiecham i próbuję nie być zbyt nie miła..
Siedzę bezczynnie już około godzinę, sama.. Nagle podchodzi do mnie pielęgniarka i siada obok.
- Chyba musi go pani bardzo kochać.. - uśmiecha się do mnie.
- Niee, nie wiem czemu tak się o niego martwię.
- To nie jest pani chłopak? - dopytuje.
- Nie. - lekko się uśmiecham. - Mogę do niego na chwilę?
- Ale tylko na chwilę. - łapie mnie za ramię i odchodzi.
Gdy go widzę, momentalnie z oczu lecą mi łzy. Jest poobijany, nikomu tego nie życzę... Siadam obok niego i łapię go za rękę.
- Czemu mi to robisz.. Cholerny egoista.. wszyscy się tutaj o ciebie martwią.. - uśmiecham się przez łzy. - Nawet teraz jestem dla ciebie wredna, to dlatego jesteś z tą całą Kasią.. No tak, ładna, miła pewnie. -
lekko się uśmiecham. - Proszę obudź się.. - położyłam głowę na pościeli.
PERSPEKTYWA WRONY:
Gdy wszedłem do Karola zobaczyłem Malwinę. Było już późno. Postanowiłem ją obudzić.
- Malwa.. - potrząsnąłem ją za ramię.
- Co, obudził się? - spojrzała zdezorientowana.
- Nie.. Chodź, odwiozę cię. Jest już późno. - lekko się uśmiechnął.
- Dzięki. - przytaknęłam głową.
Wsiedliśmy do jego samochodu. Przez całą drogę się do siebie nie odzywaliśmy.. Nagle zaczął dzwonić jej telefon.
- Halo? Tak.. Pamiętam. O której mam jutro być? Jasnee.. Pa. - rozłączyła się.
Spojrzałem na nią zdezorientowany.
- Jutro odegram rolę życia! - uśmiechnęła się.
- Nie rozumiem... - uśmiechnąłem się.
- Jutro będę dziewczyną Bartmana, czaisz?
- No to pozdro. - zacząłem się śmiać a ona ze mną.
Gdy dojechaliśmy na miejsce, Malwina zaprosiła mnie na herbatę. Oczywiście z chęcią się zgodziłem.
- Dziękuję Andrzej. - gdy podała herbatę i jakieś ciastka, usiadła obok
mnie.
- Za co? Przecież jesteś dla mnie ważna.. Być może ze względu także na Karolla.
Zamilkła. W ciszy wypiliśmy herbatę. Bałem się cokolwiek powiedzieć. I tak to trudna sytuacja, ten cały wypadek.
- To ja się będę już zbierał. - wstałem.
- Jak coś będzie wiadomo, to dasz mi znać? - spojrzała na mnie ze łzami w oczach.
- Jasne. - przytuliłem ją na pożegnanie.
PERSPEKTYWA MALWINY:
Zostałaś sama. Zastanawiasz się, co by się teraz działo, gdybyś została w Londynie. Dochodzisz do wniosku, że może lepiej było tam zostać..
Przynajmniej byś nie cierpiała, ani nikt przez ciebie by nie cierpiał..
Rano wstałam dość późno, a raczej ktoś mnie obudził pukając do moich
drzwi.
- A Ty jeszcze nie ubrana? Już 13.00 - wpadł i zaczął na mnie wrzeszczeć mój dzisiejszy chłopak.
- Dobra, zluzuj.. O której to wszystko?
- O 15.00, proszę pośpiesz się. - powiedział, a raczej krzyczał, bo ja byłam w łazience. Ubrałam się :
stylizacja
- No, no, mam piękną dziewczynę. - uśmiechnął się.
- Nie mam ochoty na to wszystko... - głęboko wzdycham i robię makijaż.
- To przez Karola?
- Między innymi. - spoglądam na niego.
- Karol wyjdzie z tego.. Ale jeśli nie dasz dzisiaj rady, rozumiem.. - mówi
załamany.
- Obiecałam, więc jedźmy. - mówię po czym wychodzimy i wsiadamy do samochodu.
*****************
Chyba troszkę Wam namieszałam ;)
Przepraszam, że rozdział znowu z opóźnieniem..
Ale jest :)
Podoba się? Ktoś to nadal czyta? Komentujcie :) Bo to motywuje ;3
Pozdrawiam :*
2015/01/01
"Mam pytanie.." Rozdział 8
- Miesiąc to dużo czasu... - uśmiecha się i delikatnie całuje moje usta.
Młody Serb sprawia, że czuję się bezpiecznie. Zaczyna mnie całować po szyi.
- Pewnie każdy za tobą szaleje.. - spogląda na mnie.
- Ale nie każdemu daję się całować.. - mówię po czym mierzźwię jego włosy.
- Czyli ja mogę?
- Musisz. - delikatnie obejmuję jego szyję.
Wiesz, że nigdy ze sobą nie będziecie. Nigdy.. Mimo to znów robisz nadzieję. Nagle ktoś wpada do mieszkania.
- Już jes... Co to ma znaczyć? - w drzwiach stoi Cupko. Jest wściekły.
- Stary nie przesadzaj... - mówi Aleks wstając z kanapy.
- Mówiłeś, że ci się nie podoba... - Konstantin wpadł w furię. - Wiesz jaka jest sytuacja...
- Przecież nic się nie wydarzyło. - powiedział Aleks.. po czym Cupko "dał mu w ryj".
- Zachowujecie się jak dzieci. - wstałam z kanapy. Byłam na nich zła.
- Nie wtrącaj się. - powiedział Konstantin.
- Bo? Zawsze traktujecie dziewczyny jak rzecz? Dorośnijcie.. - mówię po czym wychodzę. Kieruję się do swojego mieszkania.Kładę się do łóżka i natychmiast zasypiam.
Wstaję po zadzwonieniu budzika. Idę do łazienki, a następnie robię makijaż.
Ubieram się :
zestaw
Nagle ktoś puka do moich drzwi. Otwieram je, a w drzwiach widzę Konstantina.
- Cześć. - mówi skruszony.
- Pogodziliście się?
- Tak. - uśmiecha się. - Mogę?
- Wchodź.
- Mam świeże bułki. - zaczyna się śmiać.
- Dzięki. Kawy?
- Tak. - kiwa głową.
- Jesteś na mnie zła, prawda? - przytula mnie od tyłu, gdy nalewam kawę.
- Nie no, coś ty.. Na kogoś, kto myśli, że może mieć każdą? Bzdura. - uśmiecham się ironicznie. Stoi na przeciwko mnie i robi błagalną minę.
- I myślisz, że tym mnie przekonasz? Kpisz chyba.
Wróciła! Tak, wróciła zołza, wredna suka..
- A tym? - łapie mnie za biodra i zaczyna całować.
- Lepiej, lepiej.. - wkładam swoją rękę pod jego bluzkę. Delikatnie wspinam się ku górze. On zaczyna ściągać moją bluzkę. - Muszę iść do pracy. - nie chcesz tego robić, nie dziś, nie teraz...
- Koniecznie? A jest tak cudownie.
- Wiem.. - uśmiecham się i sięgam po torbę.
- Czyli mam u ciebie jakieś szanse?
- Jakieś. - uśmiecham się i zamykam mieszkanie.
Nagle z naprzeciwka wychodzi Aleks.
- Cześć. - podchodzę i całuję do w policzek. Ten uśmiecha się i patrzy na Konstantina z satysfakcją. - Uciekam chłopcy. Miłego dnia. - macham im na pozegnanie.
Docieram na halę. Gdy wchodziłam, o mało co bym się z kimś nie zderzyła..
- Oo.. Pan Bartman... Jak miło popsuć sobie poranek widokiem pana osoby. - zaczynam się śmiać.
W sumie długo go już nie widziałam.. Urlop robi swoje..
- Jak zwykle miła. Wiesz, trochę tęskniłem za tymi twoimi docinkami. - mówi i mija mnie. Zostawia jedynie woń swoich perfum. Podziwiasz go. Jesteś dla niego obojętna. To cię pociąga.
Zabierasz się za swoją pracę. Robisz zestawienia, wyliczenia. Potem kierujesz się na halę, aby przywitać resztę.
- Malwina! - śmieje się Ignaczak i od razu do mnie podbiega.
- Igła, dusisz.. - śmieje się, gdy mnie przytula.
- Miło cię znowu widzieć. - podchodzi do mnie Paul, a ja jedynie przytakuję głową.
Siadam na trybuny. Obserwuję grę Rzeszowian. Nagle widzę, jak Bartman upada na podłogę. Chyba go coś boli.. Trochę się przeraziłam.. Nawet jeśli chodzi o niego..
- Malwina! - woła mnie fizjoterapeuta. - Idź do pokoju i przygotuj zastrzyk. - mówi, po czym ja zerkam na Bartmana.
Po chwili przyszedł do pokoju fizjoterapeutycznego. Pan Marcin na chwilę wyszedł. Zostałam tylko ja i on.
- Boli cię? - pytam trochę wystraszona.
- Nie, łaskocze. - mówi podirytowany.
- Eh. - spuszczam głowę w dół.
- Przepraszam... Boli jak cholera.. A za tydzień mecz. Kurwa, chciałem zagrać.. a tak...ta ręka nie wygląda najlepiej..
- Zobaczysz, że jeszcze MVP zostaniesz. - uśmiecham się.
- Co ty taka miła dla mnie? - zmrużył oczy.
- Dzień dobroci. - poruszam charakterystycznie brwiami.
Po chwili przyszedł Marcin i dał zastrzyk Bartmanowi. Podobno trochę mu się polepszyło...
Około 16.00 wyszłam ze swojej pracy.
- Podrzucić cię? - słyszę za sobą głos Bartmana.
- Nie dzięki, chcę się przejść. - uśmiecham się.
- Mogę ci potowarzyszyć?
- No jeśli się nie pozabijamy, to tak. - zaczynam się śmiać.
Idziemy w ciszy. Trochę głupio się czuję. Rano drzemy koty, a teraz?
- Nie poznaję cię. - siadam na ławce. - Już nie jesteś taki zimny. - patrzę przed siebie.
- Zupełnie to samo mogę powiedzieć o tobie. - śmieje się. - Poczekaj, zaraz wracam.
Zostawił mnie samą.. Ale po kilku minutach znowu go zobaczyłam.
- Proszę. - dał mi bukiet kwiatów i dużego balona w kształcie prosiaczka.
- O nawet z moją podobizną. - zaczęłam się śmiać.
- Nie no, były jeszcze konie i żabki. - odwzajemnił uśmiech.
- A te kwiaty to z jakiej okazji? - zaczęłam je wąchać.
- To będzie taki znak naszej nowej znajomości.. Może zacznijmy od nowa. - uśmiechnął się.
- Zbyszek ja nie wiem..
- Ha! widzisz? Nigdy jeszcze nie powiedziałaś do mnie Zbyszek... to dobry początek. - zaczął się śmiać.
- Tak, na pewno. - uśmiechnęłam się. - Nie wiem czy będę umiała zawsze taka być.
- Jaka? Taka jak teraz? Kochana, słodka, miła. - usiadł obok mnie.
- Nie wiem na czym stoję. - spojrzałam na niego.
- Może zacznijmy od tego, że będziemy znajomymi? Dobrymi..
- Pasuje. - uśmiecham się i delikatnie zbliżam jego usta do jego policzka.
Posyłam mu buziaka.
- Wiesz, źle cię oceniałem. - mówi skruszony.
- Wiem.. W sumie ja też nie miałam o tobie najlepszej opinii.
- Jestem zmęczona... - mówię głośno wzdychając.
- A może zjemy dzisiaj u mnie kolację? - zaproponował.
U niego? To może się źle skończyć..
- Dobra, ale muszę jechać się przebrać. - wstałam.
- I tak ładnie wyglądasz..
- Wiem. - zaśmiałam się.
Bartman.. Wróć! A raczej Zbyszek podwiózł mnie do domu. Około 20.00 miał zameldować się pod moim domem.
Zaczęłam się ogarniać. Ubrałam się :
stylizacja
Równo o 20.00 wyszłam z domu. Tam czekał już na mnie Zbyszek.
- Ładnie wyglądasz. - powiedział, kiedy wsiadłam do jego samochodu.
- Ty też.. To jedziemy do Ciebie, tak? - uśmiechnęłam się.
- Tak.
- Włączmy muzykę. - powiedziałam szukając odpowiedniej piosenki, którą
będę mogła śpiewać.. - O, mam!
https://www.youtube.com/watch?v=GzjOboh588Y
Zaczęłam to śpiewać. Zbyszek jedynie uśmiechał się od czasu.. Nie chciał ze mną śpiewać..
- Dlatego kocham ją mocno! - zaczęłam poruszać się w rytm muzyki.
- Ładnie śpiewasz. - zaśmiał się.
- Mięliśmy być dla siebie mili.. ale bez przesady. - uśmiechnęłam się.
Dojechaliśmy do domu. ZBYSZEK otworzył mi drzwi. Po chwili siedziałam już w jego cieplutkim mieszkaniu.
- Sam to wszystko ugotowałeś? - uśmiechnęłam się, na widok pełnego stołu jedzenia.
- Tak, wątpisz? - uniósł brew.
- Nie no, jestem zachwycona.
Usiedliśmy do stołu. Zibi nalał nam wina.
- Smakuje?
- Bardzo. - uśmiechnęłam się. - Twoja przyszła dziewczyna będzie miała z
ciebie pożytek. - zaśmiałam się.
- Jak miło. - zaczął się śmiać.
Po zjedzonej kolacji zaproponowałam, że pozmywam. Bartman od razu się wyrwał, że pomoże.
- Nalać ci jeszcze? - spytał, gdy siedzieliśmy na kanapie.
- Chcesz mnie upić?
- No coś ty. - roześmiał się. - Może obejrzymy coś?
- Nie mam ochoty.. - pokiwałam głową.
- A na co masz? - spojrzał mi prosto w oczy.
- Na ciebie. - przygryzłam wargę.
Na te słowa szeroko się uśmiechnął. Zbliżyłam się do niego. Patrzyłam takim wzrokiem, aż w końcu mi uległ. Zaczął mnie całować.
- Szaleję za tobą, od dnia kiedy cię poznałem. - szepcze mi do ucha.
- Pragnę cię od zawsze.. Ale wiedziałam, że będziesz mój. - zdjęłam jego koszulkę. On nie był mi dłużny. Ja też pozostałam bez koszulki. Przeniósł mnie do swojej sypialni, rzucił na łóżko, po czym zaczął się rozbierać. Usiadł na mnie po czym pozbawił mnie wszystkiego co miałam na ciele.
- Chcesz tego? - spytał, całując po całym ciele.
- Bardzo. - przełknęłam ślinę.
- Ale obiecaj, że jutro nie uciekniesz rano, obiecaj...
- Nie jestem taka..
- Kocham cię. - powiedział i namiętnie pocałował.
Poczułam go. Wszedł we mnie. Robił to zarazem mocno, namiętnie. Czułam się wyjątkowo. Mogłabym patrzeć na niego godzinami. Jego biodra poruszały się w tempie. Jego ciepły oddech tylko mnie podniecał. Jęczałam z rozkoszy. Potem zaczął pieścić moje piersi. Po tym wszystkim położył się obok mnie. Dyszał. Najpierw robię, potem myślę. W sumie sama nie wiem czego chcę. Gdy zasnął, ja ubrałam jego koszulkę i poszłam do kuchni. Zrobiłam sobie kawę. Czułam się dziwnie. Dziwi mnie jego zachowanie... Ale chyba bardziej moje... Usiadłam na krześle. Nie mogłam pozbierać myśli. Nagle do kuchni wszedł on. Był w samych bokserkach.
- Malwina, jeśli zrobiłem coś nie tak, to przepraszam... Nie chcę, żebyś przeze mnie cierpiała... - usiadł na przeciwko mnie.
- Nie, jest ok. - lekko się uśmiechnęłam.
- Mam pytanie.. - powiedział nagle, a ja nie powiem, lekko się wystraszyłam...
***********************
Kolejny rozdział oddaję do Waszej oceny :)
I pytanie..
Jak po Sylwestrze? :D
U mnie kacyk.. ale teraz i tak jest ok :D
Pozdrawiam miśki :*
Młody Serb sprawia, że czuję się bezpiecznie. Zaczyna mnie całować po szyi.
- Pewnie każdy za tobą szaleje.. - spogląda na mnie.
- Ale nie każdemu daję się całować.. - mówię po czym mierzźwię jego włosy.
- Czyli ja mogę?
- Musisz. - delikatnie obejmuję jego szyję.
Wiesz, że nigdy ze sobą nie będziecie. Nigdy.. Mimo to znów robisz nadzieję. Nagle ktoś wpada do mieszkania.
- Już jes... Co to ma znaczyć? - w drzwiach stoi Cupko. Jest wściekły.
- Stary nie przesadzaj... - mówi Aleks wstając z kanapy.
- Mówiłeś, że ci się nie podoba... - Konstantin wpadł w furię. - Wiesz jaka jest sytuacja...
- Przecież nic się nie wydarzyło. - powiedział Aleks.. po czym Cupko "dał mu w ryj".
- Zachowujecie się jak dzieci. - wstałam z kanapy. Byłam na nich zła.
- Nie wtrącaj się. - powiedział Konstantin.
- Bo? Zawsze traktujecie dziewczyny jak rzecz? Dorośnijcie.. - mówię po czym wychodzę. Kieruję się do swojego mieszkania.Kładę się do łóżka i natychmiast zasypiam.
Wstaję po zadzwonieniu budzika. Idę do łazienki, a następnie robię makijaż.
Ubieram się :
zestaw
Nagle ktoś puka do moich drzwi. Otwieram je, a w drzwiach widzę Konstantina.
- Cześć. - mówi skruszony.
- Pogodziliście się?
- Tak. - uśmiecha się. - Mogę?
- Wchodź.
- Mam świeże bułki. - zaczyna się śmiać.
- Dzięki. Kawy?
- Tak. - kiwa głową.
- Jesteś na mnie zła, prawda? - przytula mnie od tyłu, gdy nalewam kawę.
- Nie no, coś ty.. Na kogoś, kto myśli, że może mieć każdą? Bzdura. - uśmiecham się ironicznie. Stoi na przeciwko mnie i robi błagalną minę.
- I myślisz, że tym mnie przekonasz? Kpisz chyba.
Wróciła! Tak, wróciła zołza, wredna suka..
- A tym? - łapie mnie za biodra i zaczyna całować.
- Lepiej, lepiej.. - wkładam swoją rękę pod jego bluzkę. Delikatnie wspinam się ku górze. On zaczyna ściągać moją bluzkę. - Muszę iść do pracy. - nie chcesz tego robić, nie dziś, nie teraz...
- Koniecznie? A jest tak cudownie.
- Wiem.. - uśmiecham się i sięgam po torbę.
- Czyli mam u ciebie jakieś szanse?
- Jakieś. - uśmiecham się i zamykam mieszkanie.
Nagle z naprzeciwka wychodzi Aleks.
- Cześć. - podchodzę i całuję do w policzek. Ten uśmiecha się i patrzy na Konstantina z satysfakcją. - Uciekam chłopcy. Miłego dnia. - macham im na pozegnanie.
Docieram na halę. Gdy wchodziłam, o mało co bym się z kimś nie zderzyła..
- Oo.. Pan Bartman... Jak miło popsuć sobie poranek widokiem pana osoby. - zaczynam się śmiać.
W sumie długo go już nie widziałam.. Urlop robi swoje..
- Jak zwykle miła. Wiesz, trochę tęskniłem za tymi twoimi docinkami. - mówi i mija mnie. Zostawia jedynie woń swoich perfum. Podziwiasz go. Jesteś dla niego obojętna. To cię pociąga.
Zabierasz się za swoją pracę. Robisz zestawienia, wyliczenia. Potem kierujesz się na halę, aby przywitać resztę.
- Malwina! - śmieje się Ignaczak i od razu do mnie podbiega.
- Igła, dusisz.. - śmieje się, gdy mnie przytula.
- Miło cię znowu widzieć. - podchodzi do mnie Paul, a ja jedynie przytakuję głową.
Siadam na trybuny. Obserwuję grę Rzeszowian. Nagle widzę, jak Bartman upada na podłogę. Chyba go coś boli.. Trochę się przeraziłam.. Nawet jeśli chodzi o niego..
- Malwina! - woła mnie fizjoterapeuta. - Idź do pokoju i przygotuj zastrzyk. - mówi, po czym ja zerkam na Bartmana.
Po chwili przyszedł do pokoju fizjoterapeutycznego. Pan Marcin na chwilę wyszedł. Zostałam tylko ja i on.
- Boli cię? - pytam trochę wystraszona.
- Nie, łaskocze. - mówi podirytowany.
- Eh. - spuszczam głowę w dół.
- Przepraszam... Boli jak cholera.. A za tydzień mecz. Kurwa, chciałem zagrać.. a tak...ta ręka nie wygląda najlepiej..
- Zobaczysz, że jeszcze MVP zostaniesz. - uśmiecham się.
- Co ty taka miła dla mnie? - zmrużył oczy.
- Dzień dobroci. - poruszam charakterystycznie brwiami.
Po chwili przyszedł Marcin i dał zastrzyk Bartmanowi. Podobno trochę mu się polepszyło...
Około 16.00 wyszłam ze swojej pracy.
- Podrzucić cię? - słyszę za sobą głos Bartmana.
- Nie dzięki, chcę się przejść. - uśmiecham się.
- Mogę ci potowarzyszyć?
- No jeśli się nie pozabijamy, to tak. - zaczynam się śmiać.
Idziemy w ciszy. Trochę głupio się czuję. Rano drzemy koty, a teraz?
- Nie poznaję cię. - siadam na ławce. - Już nie jesteś taki zimny. - patrzę przed siebie.
- Zupełnie to samo mogę powiedzieć o tobie. - śmieje się. - Poczekaj, zaraz wracam.
Zostawił mnie samą.. Ale po kilku minutach znowu go zobaczyłam.
- Proszę. - dał mi bukiet kwiatów i dużego balona w kształcie prosiaczka.
- O nawet z moją podobizną. - zaczęłam się śmiać.
- Nie no, były jeszcze konie i żabki. - odwzajemnił uśmiech.
- A te kwiaty to z jakiej okazji? - zaczęłam je wąchać.
- To będzie taki znak naszej nowej znajomości.. Może zacznijmy od nowa. - uśmiechnął się.
- Zbyszek ja nie wiem..
- Ha! widzisz? Nigdy jeszcze nie powiedziałaś do mnie Zbyszek... to dobry początek. - zaczął się śmiać.
- Tak, na pewno. - uśmiechnęłam się. - Nie wiem czy będę umiała zawsze taka być.
- Jaka? Taka jak teraz? Kochana, słodka, miła. - usiadł obok mnie.
- Nie wiem na czym stoję. - spojrzałam na niego.
- Może zacznijmy od tego, że będziemy znajomymi? Dobrymi..
- Pasuje. - uśmiecham się i delikatnie zbliżam jego usta do jego policzka.
Posyłam mu buziaka.
- Wiesz, źle cię oceniałem. - mówi skruszony.
- Wiem.. W sumie ja też nie miałam o tobie najlepszej opinii.
- Jestem zmęczona... - mówię głośno wzdychając.
- A może zjemy dzisiaj u mnie kolację? - zaproponował.
U niego? To może się źle skończyć..
- Dobra, ale muszę jechać się przebrać. - wstałam.
- I tak ładnie wyglądasz..
- Wiem. - zaśmiałam się.
Bartman.. Wróć! A raczej Zbyszek podwiózł mnie do domu. Około 20.00 miał zameldować się pod moim domem.
Zaczęłam się ogarniać. Ubrałam się :
stylizacja
Równo o 20.00 wyszłam z domu. Tam czekał już na mnie Zbyszek.
- Ładnie wyglądasz. - powiedział, kiedy wsiadłam do jego samochodu.
- Ty też.. To jedziemy do Ciebie, tak? - uśmiechnęłam się.
- Tak.
- Włączmy muzykę. - powiedziałam szukając odpowiedniej piosenki, którą
będę mogła śpiewać.. - O, mam!
https://www.youtube.com/watch?v=GzjOboh588Y
Zaczęłam to śpiewać. Zbyszek jedynie uśmiechał się od czasu.. Nie chciał ze mną śpiewać..
- Dlatego kocham ją mocno! - zaczęłam poruszać się w rytm muzyki.
- Ładnie śpiewasz. - zaśmiał się.
- Mięliśmy być dla siebie mili.. ale bez przesady. - uśmiechnęłam się.
Dojechaliśmy do domu. ZBYSZEK otworzył mi drzwi. Po chwili siedziałam już w jego cieplutkim mieszkaniu.
- Sam to wszystko ugotowałeś? - uśmiechnęłam się, na widok pełnego stołu jedzenia.
- Tak, wątpisz? - uniósł brew.
- Nie no, jestem zachwycona.
Usiedliśmy do stołu. Zibi nalał nam wina.
- Smakuje?
- Bardzo. - uśmiechnęłam się. - Twoja przyszła dziewczyna będzie miała z
ciebie pożytek. - zaśmiałam się.
- Jak miło. - zaczął się śmiać.
Po zjedzonej kolacji zaproponowałam, że pozmywam. Bartman od razu się wyrwał, że pomoże.
- Nalać ci jeszcze? - spytał, gdy siedzieliśmy na kanapie.
- Chcesz mnie upić?
- No coś ty. - roześmiał się. - Może obejrzymy coś?
- Nie mam ochoty.. - pokiwałam głową.
- A na co masz? - spojrzał mi prosto w oczy.
- Na ciebie. - przygryzłam wargę.
Na te słowa szeroko się uśmiechnął. Zbliżyłam się do niego. Patrzyłam takim wzrokiem, aż w końcu mi uległ. Zaczął mnie całować.
- Szaleję za tobą, od dnia kiedy cię poznałem. - szepcze mi do ucha.
- Pragnę cię od zawsze.. Ale wiedziałam, że będziesz mój. - zdjęłam jego koszulkę. On nie był mi dłużny. Ja też pozostałam bez koszulki. Przeniósł mnie do swojej sypialni, rzucił na łóżko, po czym zaczął się rozbierać. Usiadł na mnie po czym pozbawił mnie wszystkiego co miałam na ciele.
- Chcesz tego? - spytał, całując po całym ciele.
- Bardzo. - przełknęłam ślinę.
- Ale obiecaj, że jutro nie uciekniesz rano, obiecaj...
- Nie jestem taka..
- Kocham cię. - powiedział i namiętnie pocałował.
Poczułam go. Wszedł we mnie. Robił to zarazem mocno, namiętnie. Czułam się wyjątkowo. Mogłabym patrzeć na niego godzinami. Jego biodra poruszały się w tempie. Jego ciepły oddech tylko mnie podniecał. Jęczałam z rozkoszy. Potem zaczął pieścić moje piersi. Po tym wszystkim położył się obok mnie. Dyszał. Najpierw robię, potem myślę. W sumie sama nie wiem czego chcę. Gdy zasnął, ja ubrałam jego koszulkę i poszłam do kuchni. Zrobiłam sobie kawę. Czułam się dziwnie. Dziwi mnie jego zachowanie... Ale chyba bardziej moje... Usiadłam na krześle. Nie mogłam pozbierać myśli. Nagle do kuchni wszedł on. Był w samych bokserkach.
- Malwina, jeśli zrobiłem coś nie tak, to przepraszam... Nie chcę, żebyś przeze mnie cierpiała... - usiadł na przeciwko mnie.
- Nie, jest ok. - lekko się uśmiechnęłam.
- Mam pytanie.. - powiedział nagle, a ja nie powiem, lekko się wystraszyłam...
***********************
Kolejny rozdział oddaję do Waszej oceny :)
I pytanie..
Jak po Sylwestrze? :D
U mnie kacyk.. ale teraz i tak jest ok :D
Pozdrawiam miśki :*
2014/12/30
"A twój plan ze wzbudzeniem zazdrości w Karolu..." Rozdział 7
- Czemu się tak wleczemy? - powiedziałam znudzona.
- Żebyś bezpiecznie dojechała? - zaśmiał się. - Musisz teraz na siebie uważać. - cały czas patrzył na mnie w lusterku. Poczułam się tak bardzo zmęczona, że chyba zasnęłam.
PERSPEKTYWA KAROLA:
Kilometr za kilometrem. Zasnęła. Cały czas na nią spoglądam, sprawdzam czy jest bezpieczna. Nie chcę by znowu przeze mnie cierpiała... Gdy dojechaliśmy na miejsce, zaparkowałem samochód, a następnie wysiadłem i otworzyłem drzwi z jej strony. Była taka niewinna. Miałem ochotę ją pocałować, przytulić i już nigdy nie puścić. Niestety, znam Malwę... Ona nie jest taka, jak inne dziewczyny. Jest uparta, ambitna i to chyba mi w niej imponuje.
- Malwina. - mówię szeptem.
- Co jest? - otwiera jedno oko.
- Dojechaliśmy. - uśmiecham się.
- A no ok.. - podnosi się. Wysiada z samochodu. Lekko się zachwiała i gdybym nie ja, to pewnie by upadła.
- Znowu mnie ratujesz? - krzywi się, mocno się mnie trzymając.
- Uzależniasz. - uśmiecham się, delikatnie ją trzymając, aby nie zrobiła
sobie krzywdy.
- Przestań pieprzyć. - prawie na mnie warczy. - Nigdy nie będzie jak
dawniej.
- Przyznaj, nigdy o mnie nie zapomniałaś?
- Zapomniałam.. - spojrzała na mnie pewna siebie.
PERSPEKTYWA MALWINY:
Nagle zaczął dzwonić jego telefon. Odebrał.
- No cześć Kasiu; dziś? ; w sumie to nie ; to bądź gotowa o 20.00, przyjadę po ciebie; Pa.
Udajesz, że nie obchodzi cię ta rozmowa. A w środku? Wulkan złości. Nienawidzisz tego stanu. To oni powinni być zazdrośni o ciebie, nie ty o nich.
- Czekaj, odprowadzę cię. - mówi kiedy ruszam.
- Jedź bo się spóźnisz. Kasia się pewnie niecierpliwi.
On jedynie się uśmiechnął. Nie ustąpił. Odprowadził mnie do samych drzwi.
- Mam nadzieję, że kiedyś jeszcze się spotkamy.
- Też mam nadzieję... że nie. - powiedziałam ze sztucznym uśmiechem i zamknęłam drzwi.
Nie kontrolujesz tego, zachowujesz się jak egoistka. Masz wszystkich w dupie. Wyglądasz na silną, lecz tak nie jest. Po zamknięciu drzwi siadasz na łóżku. Nie wiesz co ze sobą zrobić.
Wyjmujesz telefon. Trzymasz go w rękach kilka minut, zastanawiając się,
czy wykonać rozmowę. Decydujesz się na nią.
- Cześć. - mówisz na przywitanie.
- To ty Malwa? Już za mną tęsknisz? - mówi roześmiany Andrzej.
- Proszę cię, ta rozmowa musi zostać między nami... - przełykam ślinę i
słyszę, że jego głos poważnieje.
- Jasne, pełna dyskrecja. O co chodzi?
- O..
- No tak, pytanie. Co chcesz wiedzieć o Karolu? - przerywa mi Andrzej.
- Głupio mi tak, bo jesteś jego kumplem... Ale powiedz mi, on kogoś ma?
- Mieć nie ma, ale kręci się obok niego jakaś laska... Z resztą chyba nie myślałaś, że przez ten cały czas nikogo sobie nie znajdzie..
Ma rację, tylko ty jesteś taka pojebana, że nie wiesz, co zrobić ze swoim
życiem..
- A kto to jest ta Kasia?
- No właśnie to ta dziewczyna...
- Dobra, nie tłumacz. - mówię, po czym przez chwilę panuje cisza.
- Ale jemu na tobie zależy..
- Wątpię. - wzdycham.
- Dziewczyno, on za tobą szaleje, nigdy nie przestał cię kochać.
- Nie no, nawet wtedy kiedy jebał się z inną. To logiczne.
- Czemu mu nie wierzysz? Nie zdradził cię..
- Mamy chyba inne poglądy. Dziękuję ci za rozmowę. Kocham, pa. -
rozłączam się.
- Kasiaa.. Kasieńka, było wiadome, że będzie miał jakąś cizię.. - myślisz
głośno.
Idziesz wziąć kąpiel. Trwa ona dość długo. Nie możesz zebrać swoich myśli. Stajesz przed lustrem. Kiedyś byłaś inna. Zmieniłaś się. Owinęłaś się ręcznikiem, a mokre włosy lekko przeczesałaś ręką.
Nagle usłyszałaś głośną muzykę. Jeśli to nie u ciebie to.. sąsiedzi. Byłaś tak
cholernie sflustrowana, że w tym momencie wszystko cię drażniło.
Nie zastanawiając się zakładasz kapcie i pukasz na przeciwko.
- Konstantin? - otwierasz szeroko oczy.. i przypominasz sobie, że jesteś jedynie w ręczniku.
- A to o ciebie chodziło, jak mówili o tej ładnej sąsiadce. - śmieje się, a zza drzwi wyłania się Aleks.
- Malwina? - patrzy na mnie zdziwiony.
- Serio? Musieliście na przeciwko mnie? - warczę.
- Oj no nie mów, że nas nie lubisz. - szczerzy się Kostek i natychmiast mnie przytula. Patrzę na Aleksa. Ten jedynie uśmiecha się do mnie. Nie wiem czemu, ale odwzajemniłam gest.
- Wpadniesz potem do nas? - spytał Aleks, kiedy zobaczył, że kieruję się do
swojego mieszkania.
- Może. - uśmiecham się.
W sumie oni nie są tacy źli... Lepsi oni, niż.. taki Bartman. Na samą myśl o nim chce mi się śmiać, serio.
Przebrałam się w jakiś luźny t - shirt i spodenki, ogarnęłam włosy, wzięłam ciasto i zapukałam do moich nowych sąsiadów.
- Miło, że przyszłaś. - otwiera mi Aleks.
- Wiem. - całuję go w policzek, czym go chyba zaskakuję.
- Ja też chcę! - momentalnie obok mnie pojawia się Cupko.
- Na to trzeba sobie zasłużyć. - śmieję się.
Chłopaki otworzyli wino...
- Co było między tobą a Karolem? - pyta Cupko.
- Kiedyś byliśmy ze sobą, ale to już przeszłość. - wzięłam duży łyk wina.
- Czyli teraz nie chcesz z nim być? - nie ustępuje.
- Czemu pytasz?
- Bo jesteś bardzo ładna. - uśmiecha się, a ja zaczynam się śmiać.
- Karol to przeszłość.. z resztą on już pewnie kogoś ma. - lekko się uśmiecham.
- Mówisz o tej Kaśce? - pyta Aleks, a ja wzruszam ramionami.
- Ona pracuje u nas.. znaczy jest fizjoterapeutką.. Szczerze? Nikt mnie tak nie drażni jak ona.. - mówi Aleks.
- Chętnie ją poznam. - unoszę brew do góry, obmyślając pewnien plan..
- Aleks zrób coś do jedzenia. - mówi Konstantin.
- A czemu ja?
- Bo ja nie za bardzo umiem gotować, z resztą wiesz.. - zaczyna się śmiać.
Aleks idzie do kuchni, a Konstantin siada obok mnie.
- Chcesz wykorzystać to, że jestem pijana? - zaczynam się śmiać.
- Nie jestem taki. - kręci głową.
- Nie? Aaa teraz pewnie każda dziewczyna by się zabiła, aby być na moim
miejscu? - po tych słowach jedynie się do mnie uśmiechnął i przejechał
kciukiem po moim policzku.
- O żadną się nigdy nie starałem, bo każda chce mnie mieć.. ale z tobą jest inaczej. - obejmuje mnie.
- To ja idę pomóc Aleksowi. - uśmiecham się i wędruję do kuchni.
PERSPEKTYWA ALEKSA:
- Coś się stało? - pytam zdziwiony, widząc, jak Malwina wchodzi do kuchni.
- Nie, przyszłam ci pomóc... No dobra tak na prawdę to się za tobą stęskniłam.. - uśmiechnęła się do mnie.
- A tak na prawdę Konstantin nie dawał ci spokoju? - zaczynam się śmiać.
- Też. To co robimy do jedzenia? - przechodzi obok mnie, a ja czuję jej zapach perfum.. no i alkohol.
- Może sałatkę? Kanapki już zrobiłem. - mówię zaglądając do lodówki.
- Wychodzę! Potem wam wszystko opowiem. Bawcie się dobrze! - krzyczy Kostek, a następnie słychać zamykające się drzwi.
- Ja też mam sobie iść? - patrzy mi się prosto w oczy.
- No coś ty, zostań, uśmiecham się.
Jeśli chodzi o dziewczyny to jestem nieśmiały. Boję się, że palnę jakąś
głupotę. A Malwiny nie chcę skrzywdzić. Ona może mieć każdego.. Czemu akurat miałaby wybrać mnie?
Podeszła do mnie i mocno się we mnie wtuliła. Nie wiedziałem jak się zachować. Ona była taka delikatna.
- Jesteś bardzo skryty. - spojrzała na mnie.
- Nie chcę cię skrzywdzić. - przytulam ją mocniej.
- A może ja właśnie tego chcę? Lubię cierpieć.
- Nie mów tak. Jest ci zimno? - poczułem na jej skórze mrowienie.
- Nie, po prostu kiedy mnie przytulasz, sprawiasz, że drżę. - uśmiecham się do niego, a następnie odrywam. Odwracam się.
- Jesteś pijana, dlatego to wszystko mówisz. - słyszę zza siebie.
- Możliwe. - wzruszam ramionami. - Obejrzymy jakiś film?
- Jasne. - mówię i kierujemy się do salonu. Decydujemy się na jakąś komedię romantyczną. Następnie Malwina kładzie się obok mnie i przykrywa nas kocem.
- Mogę się przytulić?
- Nie musisz o to pytać. - zaczynam się śmiać.
Trochę się zmieszała i opadła z powrotem na oparcie. Nie czekając długo, mocno ją przytuliłem.
PERSPEKTYWA MALWINY
Cały czas rozmyślasz. Nie jesteś przekonana co do Alka.. Nie możesz kogoś pokochać z dnia na dzień, to nie realne.. A twój plan z wzbudzeniem zazdrości w Karolu...
- Żebyś bezpiecznie dojechała? - zaśmiał się. - Musisz teraz na siebie uważać. - cały czas patrzył na mnie w lusterku. Poczułam się tak bardzo zmęczona, że chyba zasnęłam.
PERSPEKTYWA KAROLA:
Kilometr za kilometrem. Zasnęła. Cały czas na nią spoglądam, sprawdzam czy jest bezpieczna. Nie chcę by znowu przeze mnie cierpiała... Gdy dojechaliśmy na miejsce, zaparkowałem samochód, a następnie wysiadłem i otworzyłem drzwi z jej strony. Była taka niewinna. Miałem ochotę ją pocałować, przytulić i już nigdy nie puścić. Niestety, znam Malwę... Ona nie jest taka, jak inne dziewczyny. Jest uparta, ambitna i to chyba mi w niej imponuje.
- Malwina. - mówię szeptem.
- Co jest? - otwiera jedno oko.
- Dojechaliśmy. - uśmiecham się.
- A no ok.. - podnosi się. Wysiada z samochodu. Lekko się zachwiała i gdybym nie ja, to pewnie by upadła.
- Znowu mnie ratujesz? - krzywi się, mocno się mnie trzymając.
- Uzależniasz. - uśmiecham się, delikatnie ją trzymając, aby nie zrobiła
sobie krzywdy.
- Przestań pieprzyć. - prawie na mnie warczy. - Nigdy nie będzie jak
dawniej.
- Przyznaj, nigdy o mnie nie zapomniałaś?
- Zapomniałam.. - spojrzała na mnie pewna siebie.
PERSPEKTYWA MALWINY:
Nagle zaczął dzwonić jego telefon. Odebrał.
- No cześć Kasiu; dziś? ; w sumie to nie ; to bądź gotowa o 20.00, przyjadę po ciebie; Pa.
Udajesz, że nie obchodzi cię ta rozmowa. A w środku? Wulkan złości. Nienawidzisz tego stanu. To oni powinni być zazdrośni o ciebie, nie ty o nich.
- Czekaj, odprowadzę cię. - mówi kiedy ruszam.
- Jedź bo się spóźnisz. Kasia się pewnie niecierpliwi.
On jedynie się uśmiechnął. Nie ustąpił. Odprowadził mnie do samych drzwi.
- Mam nadzieję, że kiedyś jeszcze się spotkamy.
- Też mam nadzieję... że nie. - powiedziałam ze sztucznym uśmiechem i zamknęłam drzwi.
Nie kontrolujesz tego, zachowujesz się jak egoistka. Masz wszystkich w dupie. Wyglądasz na silną, lecz tak nie jest. Po zamknięciu drzwi siadasz na łóżku. Nie wiesz co ze sobą zrobić.
Wyjmujesz telefon. Trzymasz go w rękach kilka minut, zastanawiając się,
czy wykonać rozmowę. Decydujesz się na nią.
- Cześć. - mówisz na przywitanie.
- To ty Malwa? Już za mną tęsknisz? - mówi roześmiany Andrzej.
- Proszę cię, ta rozmowa musi zostać między nami... - przełykam ślinę i
słyszę, że jego głos poważnieje.
- Jasne, pełna dyskrecja. O co chodzi?
- O..
- No tak, pytanie. Co chcesz wiedzieć o Karolu? - przerywa mi Andrzej.
- Głupio mi tak, bo jesteś jego kumplem... Ale powiedz mi, on kogoś ma?
- Mieć nie ma, ale kręci się obok niego jakaś laska... Z resztą chyba nie myślałaś, że przez ten cały czas nikogo sobie nie znajdzie..
Ma rację, tylko ty jesteś taka pojebana, że nie wiesz, co zrobić ze swoim
życiem..
- A kto to jest ta Kasia?
- No właśnie to ta dziewczyna...
- Dobra, nie tłumacz. - mówię, po czym przez chwilę panuje cisza.
- Ale jemu na tobie zależy..
- Wątpię. - wzdycham.
- Dziewczyno, on za tobą szaleje, nigdy nie przestał cię kochać.
- Nie no, nawet wtedy kiedy jebał się z inną. To logiczne.
- Czemu mu nie wierzysz? Nie zdradził cię..
- Mamy chyba inne poglądy. Dziękuję ci za rozmowę. Kocham, pa. -
rozłączam się.
- Kasiaa.. Kasieńka, było wiadome, że będzie miał jakąś cizię.. - myślisz
głośno.
Idziesz wziąć kąpiel. Trwa ona dość długo. Nie możesz zebrać swoich myśli. Stajesz przed lustrem. Kiedyś byłaś inna. Zmieniłaś się. Owinęłaś się ręcznikiem, a mokre włosy lekko przeczesałaś ręką.
Nagle usłyszałaś głośną muzykę. Jeśli to nie u ciebie to.. sąsiedzi. Byłaś tak
cholernie sflustrowana, że w tym momencie wszystko cię drażniło.
Nie zastanawiając się zakładasz kapcie i pukasz na przeciwko.
- Konstantin? - otwierasz szeroko oczy.. i przypominasz sobie, że jesteś jedynie w ręczniku.
- A to o ciebie chodziło, jak mówili o tej ładnej sąsiadce. - śmieje się, a zza drzwi wyłania się Aleks.
- Malwina? - patrzy na mnie zdziwiony.
- Serio? Musieliście na przeciwko mnie? - warczę.
- Oj no nie mów, że nas nie lubisz. - szczerzy się Kostek i natychmiast mnie przytula. Patrzę na Aleksa. Ten jedynie uśmiecha się do mnie. Nie wiem czemu, ale odwzajemniłam gest.
- Wpadniesz potem do nas? - spytał Aleks, kiedy zobaczył, że kieruję się do
swojego mieszkania.
- Może. - uśmiecham się.
W sumie oni nie są tacy źli... Lepsi oni, niż.. taki Bartman. Na samą myśl o nim chce mi się śmiać, serio.
Przebrałam się w jakiś luźny t - shirt i spodenki, ogarnęłam włosy, wzięłam ciasto i zapukałam do moich nowych sąsiadów.
- Miło, że przyszłaś. - otwiera mi Aleks.
- Wiem. - całuję go w policzek, czym go chyba zaskakuję.
- Ja też chcę! - momentalnie obok mnie pojawia się Cupko.
- Na to trzeba sobie zasłużyć. - śmieję się.
Chłopaki otworzyli wino...
- Co było między tobą a Karolem? - pyta Cupko.
- Kiedyś byliśmy ze sobą, ale to już przeszłość. - wzięłam duży łyk wina.
- Czyli teraz nie chcesz z nim być? - nie ustępuje.
- Czemu pytasz?
- Bo jesteś bardzo ładna. - uśmiecha się, a ja zaczynam się śmiać.
- Karol to przeszłość.. z resztą on już pewnie kogoś ma. - lekko się uśmiecham.
- Mówisz o tej Kaśce? - pyta Aleks, a ja wzruszam ramionami.
- Ona pracuje u nas.. znaczy jest fizjoterapeutką.. Szczerze? Nikt mnie tak nie drażni jak ona.. - mówi Aleks.
- Chętnie ją poznam. - unoszę brew do góry, obmyślając pewnien plan..
- Aleks zrób coś do jedzenia. - mówi Konstantin.
- A czemu ja?
- Bo ja nie za bardzo umiem gotować, z resztą wiesz.. - zaczyna się śmiać.
Aleks idzie do kuchni, a Konstantin siada obok mnie.
- Chcesz wykorzystać to, że jestem pijana? - zaczynam się śmiać.
- Nie jestem taki. - kręci głową.
- Nie? Aaa teraz pewnie każda dziewczyna by się zabiła, aby być na moim
miejscu? - po tych słowach jedynie się do mnie uśmiechnął i przejechał
kciukiem po moim policzku.
- O żadną się nigdy nie starałem, bo każda chce mnie mieć.. ale z tobą jest inaczej. - obejmuje mnie.
- To ja idę pomóc Aleksowi. - uśmiecham się i wędruję do kuchni.
PERSPEKTYWA ALEKSA:
- Coś się stało? - pytam zdziwiony, widząc, jak Malwina wchodzi do kuchni.
- Nie, przyszłam ci pomóc... No dobra tak na prawdę to się za tobą stęskniłam.. - uśmiechnęła się do mnie.
- A tak na prawdę Konstantin nie dawał ci spokoju? - zaczynam się śmiać.
- Też. To co robimy do jedzenia? - przechodzi obok mnie, a ja czuję jej zapach perfum.. no i alkohol.
- Może sałatkę? Kanapki już zrobiłem. - mówię zaglądając do lodówki.
- Wychodzę! Potem wam wszystko opowiem. Bawcie się dobrze! - krzyczy Kostek, a następnie słychać zamykające się drzwi.
- Ja też mam sobie iść? - patrzy mi się prosto w oczy.
- No coś ty, zostań, uśmiecham się.
Jeśli chodzi o dziewczyny to jestem nieśmiały. Boję się, że palnę jakąś
głupotę. A Malwiny nie chcę skrzywdzić. Ona może mieć każdego.. Czemu akurat miałaby wybrać mnie?
Podeszła do mnie i mocno się we mnie wtuliła. Nie wiedziałem jak się zachować. Ona była taka delikatna.
- Jesteś bardzo skryty. - spojrzała na mnie.
- Nie chcę cię skrzywdzić. - przytulam ją mocniej.
- A może ja właśnie tego chcę? Lubię cierpieć.
- Nie mów tak. Jest ci zimno? - poczułem na jej skórze mrowienie.
- Nie, po prostu kiedy mnie przytulasz, sprawiasz, że drżę. - uśmiecham się do niego, a następnie odrywam. Odwracam się.
- Jesteś pijana, dlatego to wszystko mówisz. - słyszę zza siebie.
- Możliwe. - wzruszam ramionami. - Obejrzymy jakiś film?
- Jasne. - mówię i kierujemy się do salonu. Decydujemy się na jakąś komedię romantyczną. Następnie Malwina kładzie się obok mnie i przykrywa nas kocem.
- Mogę się przytulić?
- Nie musisz o to pytać. - zaczynam się śmiać.
Trochę się zmieszała i opadła z powrotem na oparcie. Nie czekając długo, mocno ją przytuliłem.
PERSPEKTYWA MALWINY
Cały czas rozmyślasz. Nie jesteś przekonana co do Alka.. Nie możesz kogoś pokochać z dnia na dzień, to nie realne.. A twój plan z wzbudzeniem zazdrości w Karolu...
********************
Powracam! ;D
Ktoś jeszcze ze mną jest? :)
Nowy rozdział, jeszcze w tym tygodniu! :)
Pozdrawiam :))
Subskrybuj:
Posty (Atom)